Co z tymi kursami wakacyjnymi?

Chodzić? Nie chodzić? Warto? Czy poczekać do października? A czy to ma w ogóle sens? Może korepetytor na okres wakacji albo Native Speaker, a może kurs w szkole językowej albo jakiś online? Opcji jest bardzo dużo i jaką wybrać dla siebie?

Na zachodzie latem szkoły pękają w szwach. Może warto zadać sobie pytanie: Dlaczego? Na samym początku należy sobie uświadomić, że nic samo się nie dzieje. Dużo ludzi zapisuje się na roczne kursy stacjonarne, chodzi dla samego chodzenia i oczekuje imponujących efektów. A nie tędy droga. W XXI wieku liczą się dwie rzeczy czas i jakość.

  1. Czasu mamy nie za wiele i nikt nie lubi go marnotrawić.
  2. Jakość jest w cenie i ludzie są w stanie zapłacić grubą kasę.

Z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę sporo uczniów uczęszczających  na zajęcia przez cały rok szkolny robi postępy ale naprawdę pomalutku. Winy należy dopatrywać się po oby stronach zarówno u ucznia jak i lektora.  Gdyby lektor prowadził zajęcia w ciekawe sposób i był wymagający to udałoby mu się utrzymać wysoki poziom zaangażowania ucznia na zajęciach. Natomiast uczeń musiałby skończyć z wymówkami. Od października do czerwca kreatywność uczniów nie ma końca. Znajdą tysiąc powodów, dlaczego nie ma zadania domowego, nie przeczytał artykułu na kolejne zajęcia czy nie zrobił ćwiczeń. Ponieważ prowadzę szkołę językową i po 6 latach zauważyłam pewną tendencję uświadomię, co poniektórych, jak to u nas wygląda i opiszę pewien schemat, który już na stałe utarł się w naszym społeczeństwie.

Semestr zimowy – Październik na hura, super jest pełna motywacja szukamy szkoły językowej, albo korepetytora i zaczynamy naukę. W listopadzie jednak wielu z nas porwało się z motyką na słońce, ponieważ okazuje się, że nie ma na te spotkania czasu. Niektórzy po prostu mają świadomość, że jeśli sami się nie przyłożą, nic z tego nie będzie i szkoda ich pieniędzy i czasu lektora. Czasem dopada nas jesienna melancholia i depresja, więc porzucamy pomysł nauki języka. W grudniu to czyste szaleństwo trzeba zorganizować wigilię i kupić prezenty. Odwiedzić znajomy i może jakieś wakacje typu last minute, bo po sezonie jest taniej. Zajęcia językowe to jedno z tych zajęć, które można przesunąć na liście priorytetów.  W styczniu jeszcze dobrze się nie rozpędzimy po wigilijnej rozpuście, a już ferie zimowe i znowu wyjazdy z rodzinką albo natłok pracy i liczne nadgodziny. W końcu początek roku kalendarzowego trzeba się ostro wziąć do pracy. W miesiącu zakochanych to jakoś dni brakuje, bo ten luty taki krótki i z niczym nie wyrabiamy.

Semestr letni – W marcu w oczekiwaniu na wiosnę mamy moment zawieszenia, natomiast jak już bliżej świąt Wielkiej Nocy to dopada nas przesilenie wiosenne i biomet jakiś taki niekorzystny. Dla tych, którzy nie zdążyli jeszcze wypocząć idealna pora na wakacje. Druga połowa kwietnia, jeszcze przed sezonem to nie będzie za gorąco i cena kusząca. W końcu przyszła ta wiosna i sezon na grilla należy rozpocząć. Majówki, weekendy i wycieczki. Góry są takie piękne wiosną. I nim się obrócisz mamy czerwiec i końcówkę roku.  To może dajmy sobie już spokój. Brzmi to znajomo? TO NIE ŻART!  Rok szkolny bywa taki zakręcony i mamy przecież tak dużo do ogarnięcia. Odrabianie zadań domowych z dziećmi, liczne zajęcia dodatkowe naszych pociech  i swoje oraz czas, który przydałoby się poświęcić na rozwój osobisty. Natłok obowiązków naprawdę nie pozwala na efektywną naukę!

IMG_20160627_191908Może dlatego warto rozważyć naukę w wakacje. Dzień jest taki długi, lektorzy mają pełną dyspozycję i oferty zazwyczaj są ciekawsze, aniżeli w roku szkolnym. Latem człowiekowi chce się więcej. To jak dieta cud. Jak działa już od pierwszych tygodniu od razu jesteśmy bardziej zmotywowani i jest szansa, że będzie w nas więcej sił aby utrzymać efekt. To co? Może warto sprawdzić oferty szkół i przez najbliższe miesiące wakacyjne podszkolić język? Życzę słonecznych, ciepłych i bogatych w miłe doświadczenia letnich miesięcy.

Halt die Ohren steif!!!

Reklamy

Endlich Urlaub czyli jak najlepiej spędzić wakacje

W tym tygodniu kończymy rok szkolny i pewnie każdy myślami jest już nad morzem, w górach, w lasach czy na wyspach. Przed podjęciem decyzji o założeniu szkoły językowej borykałam się z myślami, czy może nie otworzyć biura turystycznego. W tym celu uzyskałam licencję pilota turystyki i spróbowałam swoich sił jako przewodnik dla Amerykanów w dolinie Renu. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że moją pasją są języki,  podróże i kontakt z ludźmi. Jak już pisałam koniec szkoły już jutro, a ja martwię się o wiedzę jaką pewnie zamierzacie zamrozić na okres dwóch miesięcy i w związku z tym, uważam za stosowne napisanie kilku rad co zrobić aby nie zapomnieć wszystkiego co wałkowaliście przed 9 miesięcy.

Ograniczę się do trzech rad, przecież są wakacje!

Rada 1 Reisen macht klug – podróże kształcą

Wakacje to czas podróży, przygód i relaksu. Nie nadaremno się mówi, że podróże kształcą, lecz należy dopowiedzieć: o ile ktoś uczyć się chce. Zakładam, że uczysz się niemieckiego i dlatego dla osób, które jedynie mogą liczyć na 26 dni urlopu w ciągu roku dobrą alternatywą będzie zastosowanie języka w praktyce. Niemcy to piękny kraj, może w tym roku pozwiedzasz te zakątki. Jeśli uznasz, że Niemcy nie są wystarczająco atrakcyjne i wybierzesz np. wyjazd do Grecji, Hiszpanii lub Gruzji spróbuj swoich sił i jeśli znajdziesz kogoś kto mówi po niemiecku ciągnij za język jak najwięcej. Ludzie na urlopie są bardzo otwarci i bardzo chcą rozmawiać, a poza granicami swojego kraju chwalą go jak mało kto. Miej uszy otwarte i korzystaj z wszystkiego co dają Ci podróże. Naciesz oczy i sprawdź swoją wiedzę w praktyce.

Dla tych którzy maja trochę więcej czasu i mogą pozwolić sobie na dłuższe wakacje proponuję wyjazd na dłużej. W Ameryce jest taki zwyczaj, że wielu absolwentów szkoły zanim pójdzie na studia robi sobie rok przerwy. Oczywiście nie nakłaniam do tak długich podróży choć mój kolega ze studiów tak właśnie zrobił. Co prawda dopiero po studiach no ale. Brawo! Polecam zajrzeć na bloga Pawła EatShareTravel. Wyjazdy, kursy wakacyjne (może o tym przy innej okazji) i różnego rodzaju przygody to najlepszy sposób na utrzymanie języka na tym samym o ile nie wyższym poziomie.

Rada 2 Arbeit schändet nicht – żadna praca nie hańbi

Dokładnie. Oczywiście dla osób, które pracują nie ma opcji aby wyjechać na dwa miesiące za granice i pracować np. przy zbiorze owoców. Natürlich. Zacznę od osób, które mają taką możliwość np. studenci, uczniowie klas licealnych czy osoby prowadzące swoją działalność. Nic lepiej nie uczy jak praca w innym kraju. Jeszcze przed studiami jechałam do Niemiec jako opiekunka do osób starszych i zarobiłam pieniądze na studia w Niemczech. Praca nie była trudna fizycznie ale psychicznie na pewno. Ponieważ musiałam być 24 godziny z podopieczną miałam wystarczająco dużo czasu aby czytać prasę niemiecka, książki, oglądać telewizje. Myślę, że wiele osób nie jest w stanie sobie wyobrazić kilku dni bez internetu. Ja pracując nie miałam dostępu do internetu w ogóle.  Ba i nie był mi potrzebny. Rozmawiałam z Amelią i jej synem. Przesympatyczna rodzina. To była dobra praca i nauczyła mnie pokory. Myślę, że Paweł miał podobne doświadczenia w Argentynie. Nawiązuje do jego bloga ponownie. Jesteśmy starymi znajomymi po fachu i miło jest w sumie wykorzystać jego doświadczenia w tym wpisie. Jeśli chodzi o osoby, którym przysługuje jedynie 26 dni urlopu. Moja propozycja to kurs językowy. Jest to inwestycja. Oczywiście nie otrzymasz wynagrodzenia za odbyty kurs, choć oczywiście możesz siebie wynagrodzić urlopem za odbytą pracę jaką jest nauka języka. Gdyby jednak nie było środków na zapłacenie za kurs językowy jest też możliwość zarejestrowania się na portalach, gdzie jest masę ludzi z różnych krajów, którzy chętnie wymieniliby się język za język. Np. www.conversationexchange.com To też praca, ponieważ poświęcasz swój czas po pracy lub weekendy na poznawanie nowych ludzi, i oczywiście szlifowanie języka obcego.

Rada 3 Allzuviel ist ungesund – co za dużo to nie zdrowo

Myślę, że każdy ze mną się zgodzi, że co za dużo to nie zdrowo. Jeśli masz ochotę na urlop i potrzebujesz odpoczynku to tak zrób. Nic na siłę, pamiętaj tylko, że język musi być żywy, więc z tym wolnym nie przesadzaj. Maksymalnie 30 dni na tyle pozwalam moim Uczniom. Skoro tyle urlopu maja Niemcy, to czemu nam by nie miało się należeć?

20032015-1

Angielski vs. Niemiecki

Dylemat wielu maturzystów ale też osób, które dopiero chcą zacząć naukę języka obcego. Odwieczne pytanie, który język lepiej wybrać: niemiecki czy angielski? Wielokrotnie słyszałam od moich uczniów, że lepiej uczyć się jednego języka, ale porządnie. Na przykład argumentują swój wybór: „Zdecyduję się jednak na angielski, ponieważ w tym języku będę w stanie porozumiewać się z każdym na tej planecie.” A jeszcze inni wybiorą niemiecki: „…, ponieważ najprawdopodobniej za kilka lat wyprowadzę się z rodziną.”  Jest jeszcze jedna grupa osób, która już wcześniej uczyła się  zarówno języka niemieckiego jak i angielskiego, i postanowili kontynuować naukę jednego z nich ze względów zawodowych czy też prywatnych. Jeszcze inni zastanawiają się, który język wybrać dla swoich pociech i tutaj bardzo często wygrywa angielski. Ale czy słusznie?

keep-calm-und-deutsch-lernen-8

 

Władam zarówno językiem niemieckim jak i angielskim, i uważam, że różnica pomiędzy nauką języka angielskiego, a niemieckiego polega na tym, że jak człowiek zaczyna się uczyć tych języków to wydaje się, że angielski jest prostszy. Codziennie bombardowani jesteśmy anglicyzmami. Sale! Must have! Coffee to go! Check it! Run! Wydaje nam się, że jesteśmy bardziej osłuchani, i że ten język wpada w ucho. W angielskim od początku jest mniej reguł, mnie zasad gramatycznych, i wystarczy pamiętać, że najpierw osoba, potem czasownik i reszta. Słowa nie przekraczają czasem 3 liter! Natomiast język niemiecki kojarzony jest z gramatyką i milionem zasad. Lecz to nieprawda! Pisałam już o tym, że niemiecki może być uczony w ten sam sposób jak angielski. Bardzo przystępnie, bez zbędnej gramatyki, metodami bezpośrednimi. Warto jednak zastanowić się jak wygląda nauka tych języków na wyższym poziomie, ponieważ wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Nagle okazuje się, że angielski nie jest taki prosty, jeśli chcemy posługiwać się naprawdę „dobrym” angielskim, a zupełnie inaczej wygląda sprawa z niemieckim, o ile przyłożyliśmy się do niemieckiego od samiuśkiego początku. Tak Grundkenntnisse in Deutsch to podstawa!

Po tym jakże obszernym wstępie chciałabym w dalszej części skupić się na dwóch sprawach, mianowicie, jaki wybór będzie najlepszy dla dziecka, a jaki dla osoby dorosłej. Wiek ma swoje prawa. Niestety.

Mózg dzieci to taka spora gąbka. Naprawdę spora! Wchłania ogromne pokłady wiedzy. Do 10 roku życia kształtują się struny głosowe i dziecko uczy się tyle, ile człowiek przez resztę życia. Uważam też, że powinniśmy wprowadzać języki obce dzieciom od drugiego roku życia. Nie ważne czy z zamiarem wyjazdu, czy pozostania w kraju czy dla zabawy. Dla osób, które są np. poza granicami Polski, lub borykają się jak pomóc w pielęgnowaniu dwujęzyczności swoich dzieci znalazłam świetny artykuł. Jest w nim mowa o tym, że rodzice, którzy władają językiem obcym dość dobrze (B2-C1) powinni mówić do swoich pociech w tym języku. Wymaga to dyscypliny, cierpliwości i sumienności, ale powiedźcie sami, czego nie zrobimy dla tych naszych szkrabów. Polecam po prostu kliknij i przelinkuj! Myślę, że na tym etapie nie warto zawracać sobie głowy, co jest dla naszych dzieci lepsze. Trzeba im to dać! Gwarantuję, nie ważne ile języków zaczynają się uczyć, nie będzie się im „mieszać”. Zawdzięczam mojej Babcia i Dziadkowi mój talent do języków. Babcia mówiła do mnie po niemiecku, oglądałam niemieckie bajki i zawierałam przyjaźnie z niemieckimi dziećmi. Dziadek natomiast opowiadał mi o Anglii i wypowiadał angielskie słowa z przepięknym akcentem, a Rodzice nigdy nie oszczędzali na mojej edukacji językowej. To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za edukację naszych dzieci, dlatego pozwolę sobie zaproponować, aby przygodę z językami obcymi zaczynały dzieci od niemieckiego ewentualnie równocześnie z drugim językiem np. angielskim.

Ważne jest abyśmy sami byli przykładem dla naszych dzieci, dlatego też powinniśmy włożyć wszelkich starań aby władać jednym z dwóch, a najlepiej dwoma językami płynnie. I teraz w ostatniej części tego wpisu chciałabym zaproponować jakieś rozwiązanie. Uczę już od wielu lat i chyba mam na to sposób. Nauka języków obcych to sprawa bardzo indywidualna. Moja teoria jest taka. Jeśli zaczynasz dopiero naukę (nie uczyłeś/aś się nigdy wcześniej ani niemieckiego ani angielskiego) zacznij od niemieckiego. Zasady i reguły gramatyczne są bardzo przystępne i nigdy nie ma sytuacji, że nauczyciel Ci powie” „bo tak jest”. Wszystko jesteś w stanie zrozumieć, wystarczy aby lektor dostosował tempo pracy do czasu, jaki potrzebuje uczeń na przyswojenie materiału. Np. student szybciej nauczy się języka niż 50-latek. Mam jeszcze jedno porównanie, które może Ci pomóc w podjęciu decyzji, którego języka chcesz nauczyć się najpierw. Nauka niemieckiego jest jak bieganie dla przyjemności – pierwsze 2 kilometry ociężale, właściwie masz ochotę wrócić do domu i więcej nie biegać lecz każdy kolejny kilometr staje się łatwiejszy. Potem już nie będziesz liczyć kilometrów. A wysiłek, który będziesz czuł/a sprawi, że będziesz bardzo z siebie dumny/a. Angielski natomiast to jak podnoszenie ciężarów. Na początku dźwigasz 5, 10 i 15 kg. I idzie całkiem całkiem, ale żeby zbudować i wyrzeźbić sylwetkę cały czas musisz dokładać ciężaru by rozrywać mięsień i budować nowe włókna białkowe. Tak samo jak uczysz się angielskiego ciągle będziesz dokładać słownictwa i zasad gramatycznych, które będą niczym w porównaniu do a cat drinks  & a dog runs. Zastanów się! Dla wytrwałych czyli uczących się dwóch języków jednocześnie proponuję lekturę „Język niemiecki kluczem do języka angielskiego. Język angielski kluczem do języka niemieckiego”  I szczerze polecam te ostatnie rozwiązanie bo nauka języków to sposób na życie! Wybierz to co sprawia Ci przyjemność i nie poddawaj się!

Czego Jasiu się nie nauczy Jan nie będzie umiał

Follow my blog with Bloglovin

Podam dziesięć powodów jak i dlaczego warto uczyć maluchy języka obcego (niemieckiego):

Dzieci, które rozpoczynają przygodę z językiem obcym do szóstego roku życia nie tylko biegle będą się nim posługiwały, ale równocześnie zwiększą swój potencjał intelektualny. W tym okresie powstaje najwięcej połączeń neuronowych, a im więcej jest połączeń neuronowych, tym bardziej chłonny staje się mózg i tym łatwiej przyjmuje nowa wiedzę. Wczesna nauka języka stymuluje część mózgu odpowiedzialną za rozwój pamięci wzrokowej i słuchowej oraz logicznego myślenia.

Badania naukowe dowodzą, iż u dzieci nauka języków uaktywnia prawą półkulę. Z wiekiem lewa półkula staje się coraz ważniejsza w tym procesie języka zaczynamy uczyć się tak jak matematyki. Prawa półkula uczy się języka poprzez melodię języka, dotyk, emocje i doświadczenia.

Wychowujesz tolerancyjnego obywatel całego świata. Światopogląd dziecka jest szerszy niż u dzieci jednojęzycznych, które często wierzą, że ich język i zwyczaje są jedynymi na świecie, bądź tymi, które są najważniejsze.

Małe dziecko przyswaja język obcy, dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego że się uczy, dla niego to zabawa i po odpowiednio długim czasie słuchania, rozumienia, poznawania melodyki języka i słów w nim wypowiedzianym, po prostu zaczyna się nim posługiwać najpierw przez pojedyncze słowa wreszcie tworząc pierwsze wyrażenia.

Dziecko poznaje piosenki i gry w obcym języku, a dzięki rymowankom i nowo poznanym słowom buduje świadomość swego ciała oraz otaczającego świata.

Dziecko ma czas na luźne poznawanie języka, gry i zabawy. Materiał zaproponowany małym dzieciom nie narzuca zbyt dużego tempa, przeładowania treści, nie jest sprawdzany jakimkolwiek egzaminem, więc eliminuje wszelką nerwowość czy stres.

Małe dziecko stosuje swoje własne strategie poznawania i uczenia się za pomocą, których nauczył się języka ojczystego, może używać ich do przyswojenia języka angielskiego, a z czasem każdego kolejnego języka obcego.

W przypadku nauczania małych dzieci najlepiej zastosować metodę imersji- zanurzenia w języku. Mówimy do dziecka w języku obcym, bawimy się posługując się nim, śpiewamy i gramy. Każda minuta zajęć powinna być przeznaczona na mówienie w języku obcym.

Dzieci wielojęzyczne są bardziej kreatywne i mają wyższe poczucie własnej wartości.

Na dłuższą metę wielojęzyczne maluchy w przyszłość mają lepsze wyniki uniwersyteckie i lepszą drogę do osiągnięcia sukcesów zawodowych.

To chyba tyle, albo aż tyle! Dlatego twierdzę, że nauczanie małych dzieci to największe i najtrudniejsze wyzwanie. Powodzenia!

Magiczna siódemka, czyli jak ugryźć ten niemiecki?

Follow my blog with Bloglovin

Zastanówmy się. Z niemieckim nie masz dobrych wspomnień? Brzmi dla Ciebie jak walenie młotem o głaz? A może w snach masz wizję nauczyciela przywiązanego do krzesła z taśmą na ustach? Jeśli własnie tak jest, myślę, że jestem w stanie Ci pomóc i zanim rozpoczniesz tą prawdziwą naukę, przekonać Ciebie, że nauka tego języka może zakończyć się sukcesem. Naprawdę ! Oto magiczna siódemka, dzięki której odnajdziesz przyjemność w uczeniu się języka niemieckiego,  a co najważniejsze w końcu się go nauczysz. Przecież wielu z nas ma za sobą 6-12 letnia naukę, a potrafi powiedzieć zaledwie kilka zdań. Więc lecimy!

  1. Nie wracaj do tego co okazało się porażką!

To pierwszy i najważniejszy punkt. Skoro nauka z nauczycielem w grupie okazała się porażką to po co szukasz kursów językowych w grupie 8-12 osobowej. Będąc uczniem szkoły podstawowej, gimnazjum, średniej czy na studiach materiał z podręczników nie przemawiał do Ciebie to pewnie teraz będzie tak samo. Nauka języka niemieckiego może być naprawdę przyjemna pod warunkiem, że nie będziesz notorycznie popełniać tych samym błędów.  Pamiętaj jednak, że popełniane nowych jest wskazane. Ponieważ ponosząc porażki jesteśmy bliżej tej dobrej drogi do celu.

2. Po co, na co i w ogóle?

Gdy decydujesz się na podjęcia nauki języka obcego musisz odpowiedzieć sobie na trzy ważne pytania. Czy chcesz uczyć się języka? Jaki jest cel nauki? Czy uczenie się tego języka sprawi, że będziesz szczęśliwszy/a? Jeśli na te pytania odpowiadasz przecząco to w sumie nie ma większego sensu zaczynać przygody z niemieckim. Po prostu. Nauka języków to pasja, to praca nad charakterem i wymaga od Ciebie pełnego zaangażowania. Tylko wtedy zrobisz krok na przód.

3. Germanizacja otoczenia

Prawdą jest, że najszybciej nauczysz się za granicą. Sama spędziłam każde wakacje od 9 roku życia w Niemczech i przebywałam tam od 8 do 10 tygodni co roku. Oglądałam tylko niemiecką telewizję, Babcia mówiła do mnie tylko po niemiecku i czytała tylko niemieckie książki. Bawiłam się z dziećmi nie tylko niemieckimi, i to właśnie one mnie przekonały, aby uczyć się, ponieważ niestety często traktowały mnie jak obcego. Wyzywały i utrudniały  mi wspólną zabawę z innymi dziećmi. Tak, dzieci potrafią być brutalne. Tak, więc poprosiłam Babcię, aby mówiła już tylko po niemiecku, a w Polsce Mama zafundowała mi lekcje u korepetytora z dwójką innych dzieci z okolicy. Niestety, aby opanować język należy się nim otaczać. Pracować sumiennie i dozować jak największą porcję języka każdego dnia.

4. Znajdź swojego mentora

Moim pierwszym nauczycielem była Babcia, drugim nauczycielka-sąsiadka-korepetytorka. Wydaje mi się, że nie trafiłam tak źle. Nie zaczynałam przygody z niemieckim w szkole. To była moja decyzja, że chce rozpocząć naukę niemieckiego. Ważne było również w dalszych latach mojej edukacji, aby lektor miał znakomity akcent. Moim pierwszym nauczycielem była prawdziwa Niemka, więc nie przeszła „podróba”. Jest to bardzo ważny punkt, ponieważ zadaniem nauczyciela jest prowadzić ucznia przez zakręty językowe. Uczeń to ślepiec i trzeba mu otworzyć oczy, pozwolić mu najpierw usłyszeć, następnie powiedzieć, a na końcu poczuć. Jeśli musisz zmieniać ciągle nauczyciela i nie czujesz się dobrze w jego towarzystwie i nie widzisz postępów to faktycznie może czas na zmianę. Pamiętaj zawsze o pierwszym punkcie.

5. Wyjdź ze strefy komfortu

Aż ciśnie się na usta fraza: Arbeit macht frei. No ale muszę tutaj powiedzieć jasno. Tylko ciężka praca, zarwane nocki, godziny spędzone przed telewizją niemiecką i youtubem oraz setki zdań, które budowałam dzień w dzień przyczyniły się do sukcesu. Nie ma nic za darmo. Samo się nie zrobi i nie wejdzie do głowy. Nauka niemieckiego to trochę jak dieta. Żmudna i długa, ale efekty są satysfakcjonujące i każdy je doceni.

6. Wyznaczaj sobie ramy czasowe i cele

Nie od razu Rzym zbudowano. Tak samo jest z niemieckim. Warto zaplanować swoją naukę i wyznaczyć jakiś cel, i w jakim czasie go osiągniemy. Niektórzy lubią zdawać certyfikaty, jeszcze inni dostać pracę za granicą, a jeszcze ktoś uzna za sukces, że dogada się z Niemcem na urlopie. Ważne jednak jest aby wyznaczyć jakieś ramy czasowe i cele krótko- jak i długoterminowe.

7. Bądź staranny i sumienny

Nic dodać nic ująć. Skoro mówimy o nauce języka niemieckiego  to nie może zabraknąć precyzji i rzetelności. Często wspominamy niemiecką markę i jakość firm Mercedes Benz czy Bosch.  Tak samo należy podejść do nauki języka niemieckiego. Jeśli zaczynasz coś robić, rób to najlepiej jak potrafisz. Nie nauczysz się języka jeśli nie poświęcisz temu czasu.

7z_sg01Pamiętaj o magicznej siódemce, a nauka niemieckiego nie będzie już problemem. Niniejsza siódemka to zasady, które sprawdziłam na sobie, ale nie tylko. Moja długoletnia współpraca z wieloma Uczniami pokazała, że jeśli chcesz to potrafisz. Jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości piszcie w komentarzach. Chętnie zdradzę kilka magicznych trików, jak pokonać przeciwności i czerpać przyjemność z nauki niemieckiego. Trzymam za Was kciuki. Powodzenia!

Lektor to też zawód!

Follow my blog with Bloglovin

Nie mogłam się powstrzymać! Musiałam zaprzestać pisania artykułu, który miał zostawić opublikowany przed tym artykułem. Właściwie ten wcale nie miał powstać, ponieważ wierzyłam z całego serca, że jednak ludzie szanują drugich i potrafią docenić ich wkład i wysiłek, jaki wkładamy w szkolenie innych i mimo, że traktujemy nasze zajęcie jako jedyną formę zarobkową, aby w 100% poświecić się dla naszych Kursantów to oni nam sztylet w plecy. Im bliżej wakacji tym częściej. Napiszę na ten temat tylko raz i więcej nie będę wracać do tej kwestii!

howstressedareyou

Naprawdę liczysz, że wyciągnę Ciebie z opresji w szkole, zaoferuję swoje pełne zaangażowanie i będę w 100%  profesjonalna jeśli TY w dzień, w który masz się ze mną spotkać albo w tygodniu kiedy masz mieć zajęcia odwołujesz, ponieważ z jakiś przyczyn nie możesz odbyć lekcji. Żarty sobie robisz? Oczekujesz, że za ten wybryk będę w 100% zaangażowana i uśmiechnięta skoro w miesiącu pozbawiasz mnie przyjemności, urlopu albo wyjścia z przyjaciółmi do kina? SERIO? Na jakimiś świecie żyjesz??

Zrozumcie wszyscy, którzy pobierają lekcje prywatne u lektorów, dla których jest to sposób na życia, którzy prowadza np. działalność gospodarczą i płaca podatki, zusy itp, albo nawet nauczyciele na etacie i brakuje im na życie, więc inwestują swój wolny czas i popołudnia by szkolić Was w domach lub u siebie. To samo dotyczy lektorów pracujących w szkołach językowych. Pracują na umowach śmieciowych, więc otrzymają wynagrodzenia za przeprowadzone godziny i jeśli TY odwołujesz spotkanie bo po prostu źle zorganizowałeś swój czas pozbawiasz ich pieniędzy do życia. Rozumiem chorobę ale miłoby było gdy wrócisz do zdrowia odbyć zaległą godzinę nawet w weekend. My naprawdę jesteśmy zdolni do poświecenia. Wielu młodych zaangażowanych ludzi inwestuje w samochód by być bardziej mobilnym i elastycznym dla Was, a Wy pozbawiacie ich pieniędzy i ten nie ma za co wlać do baku.  Powiesz: „Każdy jest kowalem swojego losu”! Żenada! Więc proszę nie dziw się jak pewnego dnia powie lektor grzecznie „Dziękuję” i też nie przyjdzie albo zażyczy sobie 100 złotych za godzinę, bo za co on ma żyć, rozwijać się, szkolić. Czy Wy zdajecie sobie w ogóle sprawę ile kosztują dobre szkolenia dla lektorów i nauczycieli?? Oświecę Ciebie od 300-1000 złotych.  Czy Ty wiesz ile kosztują ciekawe materiały albo gry, którymi próbujemy zachęcić Twoje dziecko lub Ciebie do aktywnej pracy? Oczekujecie nie wiadomo czego, a sami nie potraficie dotrzymać słowa. Oczywiście nie generalizuje, ale na 100 uczniów odwołuje  95. Okropny wynik! Dziękuję z całego serca TYM, którzy sumiennie pracują i każdą zaplanowaną godzinę odrabiają sumiennie. DZIĘKUJĘ! To tyle!! Muszę się przyszykować na zajęcia.

To za ile? Czyli ile jest warta praca lektora?

Follow my blog with Bloglovin

Ten temat nie należy do najprostszych. Ogólnie w tym kraju mówienie o pieniądzach nie należy ani  do najłatwiejszych ani najprzyjemniejszych tematów. Wielu ludzi decyduje się na zajęcia z korepetytorem, ponieważ wychodzi z założenia, że to lepsze rozwiązanie aniżeli chodzenie do szkoły językowej. Zajęcia indywidualne w domu mogą być w porównywalnej cenie jak zajęcia grupowe w szkołach językowych, więc są przekonani, że jest to dla nich lepsze rozwiązanie i dodatkowo oszczędność czasu. No w sumie racja. Ale już pisałam na temat korepetytorów i wspierania szarej strefy. Zachęcam, kto nie czytał przeskoczyć do artykułu „Jak wybrać dobrego korepetytora„. Moim zdaniem wybór korepetytora to faktycznie dobre rozwiązanie, ale pozostaje się nam zastanowić, którego wziąć i za ile?

Ponieważ jestem zarówno właścicielem szkoły językowej jak i korepetytorem chciałabym przedstawić z mojego punktu widzenia, co dla ucznia jest najlepsze, i z jakim wynagrodzeniem za pracę lektora powinien się liczyć.

Prowadzenie szkoły językowej i współpraca z kilkoma lektorami to ciężki kawałek chleba. Jeżeli jesteśmy właścicielami lokalu, w którym odbywają się zajęcia językowe to jesteśmy naprawdę w dobrej sytuacji. Odchodzą nam między innymi koszty najmu, które są ogromne. Pozostaje, więc nam kadra i podatki, nasz kochany ZUSik już nie ten preferencyjny, koszty stałe jak: księgowa, sekretarka, rachunki za telefon, prąd i gaz oraz koszty związane z promocja, reklamą i materiałami dydaktycznymi. Jakieś dziesiątki tysięcy złotych. Ludziom się wydaje, że wszystko kosztuje złotówkę. Dobry lektor nie pracuje za mniej niż 40 złotych za godzinę. Mówię serio. Nie utrzymasz już dobrego lektora w szkole za mniejsze pieniądze. 10 euro to godziwe wynagrodzenie za pracę, jaką wykonuje lektor na zleceniu. Więc teraz pomyśl, że do wynagrodzenia dochodzi koszt związany z utrzymaniem lokalu i wszystko inne koszta to jakieś 24 złote, które należy doliczyć do każdej godziny, więc w sumie koszt utrzymania pracownika jak i miejsca pracy to 64 złote za godzinę. Czy rozumiesz  teraz dlaczego szkoły oferują zajęcia indywidualne za minimum 70 złotych za godzinę? Jeśli jest to 60 złotych znaczy, że głownie haruje właściciel szkoły. Wiem coś na ten temat.

eb0f4acb9b1ef6-540-210-0-521-2294-894

Teraz zastanówmy się nad godziwym wynagrodzeniem korepetytora/lektora.  Załóżmy, że znaleźliśmy naprawdę dobrego, rzetelnego i profesjonalnego korepetytora. I teraz wyszczególnię co składa się na jego wynagrodzenie, i z jakimi kosztami taki korepetytor musi się liczyć. Pierwsze najważniejsze czas, na który składa się: dojazd, przygotowanie materiałów (dobry lektor zawsze jest przygotowany i nie przychodzi z torebką bez asa w rękawie, czyli poświęca jakieś 30 minut na każdego ucznia, aby przygotować spersonalizowane materiały, czas lekcji, kontakt z uczniem mailowy, facebookowy czy telefoniczny, kserokopie i czas poświęcony na monitoring postępów. Ceny wahają się między 40-60 złotych za 45-60 minut pracy lektora. Ta stawka jest okay jeśli lektor wykonuje powyższe zadania. Jeśli się nie przykłada do swojej pracy i nie zasypuje ucznia dobrze skomponowany materiałem nie jest wart ani złotówki oraz ani jednej minuty Twojego czasu. Musisz też zrozumieć, że stawka obowiązuje jedynie od października do czerwca. Niestety większość uczniów zawiesza naukę na okres letni. A lektor też człowiek i jeść musi. Rachunki zapłacić musi. Jeżeli ktoś jest oddany temu co robi, nie odwala fuchy – tak więc to jest jego sposób na życia i w wakacje nie jedzie do pracy do Niemiec. Też ma rodzinę, dom i nie jest nauczycielem w szkole, który w wakacje otrzymuje regularną pensję. Szlag mnie trafia, gdy ludzie odwołują zajęcia, ponieważ im coś wyskoczyło i nie planują spotkać się w innym terminie by zapłacić lektorowi jego wynagrodzenia godzinowego. Dla lektora znaczy to, że nie kupi sobie czegoś bo budżet domowy tego nie uniesie. Czasami są to straty rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Stąd też wielu dobrych lektorów, którzy szanują siebie i swój zawód chce nawet 80 złotych za godzinę.

Wydaję mi się, że najrozsądniej jest być korepetytorem, który prowadzi własną działalność. Lecz nie zakłada szkoły i nie wiąże się umową najmu. Może ewentualnie prowadzić zajęcia w domu i ograniczyć koszty dojazdu jeśli pozwalają mu na to warunki domowe.  Jego głównym narzędziem reklamowym jest marketing szeptany. Może blog, fanpage lub strona internetowa. W stosunku do Państwa jest fair, ponieważ odprowadza podatek i płaci składki. Podpisuje umowę z uczniem i ustala odgórnie, jaka jest cena, jakie zasady obowiązują w przypadku odwołania zajęć i jaka jest forma płatności. Uczeń oczekuje od nauczyciela najwyższej jakości, dlatego tego samego możemy oczekiwać ze strony Ucznia. Prawo działa we dwie strony!

No nie było tak źle. Chciałam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Jeśli jesteście nauczycielami, którzy sobie dorabiają czy to w szkole czy prywatnie róbcie swoją pracę dobrze i podzielcie się swoimi opiniami „za ile opłaca Wam się robić”. Jeśli jesteś Uczniem, mam nadzieję, że ten artykuł naświetlił sprawę, ile jest warta nasza praca, i że też jesteśmy ludźmi, i że niektórzy traktują tą pracę jako swoje główne źródło dochodu. Świadczymy usługi i mamy wolny rynek, więc zawsze możesz wybrać to co najlepsze dla Ciebie. Zajęcia grupowe, zajęcia indywidualne w domu czy w szkole językowej. Cena gra ogromną rolę, ale pamiętaj dobrze zainwestowane pieniądze zawsze się pomnażają!

Jak wybrać dobrego korepetytora?

Follow my blog with Bloglovin

Tym razem coś dla uczniów. Pewnie jeśli czytasz ten artykuł znaczy,  że zastanawiałeś się nad korepetycjami, może zapisaniem się do szkoły językowej albo skorzystaniem z jakiejkolwiek   pomocy w zakresie nauki języków obcych. Chciałabym podzielić się z Tobą kilkoma radami jak wybrać najlepszego lektora, który odpowiednio zadba o Twoją edukację i oczywiście ile to kosztuje.

Należy rozdzielić uczniów na trzy grupy, Ci którzy zaczynają przygodę z językiem, Ci którzy potrzebują pomocy, bo sobie najzwyczajniej nie radzą w szkole i leci dwója za dwóją, i tych którzy się orientują lub nudzą na lekcjach z języka obcego, i chcieli by coś więcej.

Zacznijmy od pierwszej grupy. Uczniowie, którzy dopiero zaczynają się uczyć języka. To najbardziej wymagająca grupa i powinni wiedzieć, że od tego pierwszego nauczyciela zależy ich sukces. Jak już pisałam uważam tak samo jak niegdyś Platon  „najważniejszy w działaniu jest początek”. Warto skorzystać z usług renomowanej szkoły, lub lektora, który w takiej szkole pracuje lub jest jej właścicielem. Osoby, które wychodzą z założenia, że jakiś student na początek jest dobry, są w dużym błędzie. Nie warto przyoszczędzić na swojej edukacji. I nie piszę tak, bo mi kazali lub artykuł jest sponsorowany. To mój blog firmowy owszem, ale jestem lektorem, właścicielem kilku szkół i niejednego lektora rekrutowałam do swojego zespołu.  Wiem co piszę. Doświadczony nauczyciel i lektor, który skomponuje indywidualnie materiał dostosowany do tempa nauki, możliwości i czynnika motywacyjnego jest w stanie skutecznie, trwale nauczyć i rozbudzić pasję do nauki języka.

Druga grupa to leniuchy, anty-lingwiści i pechowcy, czyli osoby, które chcą, a nie mogą, albo nie chcą a muszą. Ale to zawiłe. Jeśli masz w szkole problemy myślę, że korepetytor to dobre rozwiązanie, ale bardzo ważne jest by sprawdzić jego kompetencje i znajomość języka. Jasne wiem, skąd masz wiedzieć czy on/ona umie język skoro sam/sama go nie znasz. Jeśli chcesz tanio i chcesz tylko nadgonić materiał po prostu sprawdź indeks studenciaka. Jeśli ma z praktycznej nauki języka db i bdb warto brać. Jeśli noga mu się podwinęła i jest słaby i ślizga się z roku na następny, to tak jak zakupić sobie sikacza-winiacza do niedzielnego obiadu. Myślę, że warto wtedy albo poczekać na promocję i kupić coś dobrego, albo zainwestować te kilka miesięcy i wziąć droższego, ale dobrego korepetytora. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy musi zdobyć doświadczenie i młode pokolenie też powinno mieć szansę na rozpoczęcie pracy zawodowej, jednak mogę Was zapewnić, że powinny to robić szkoły językowe, a nie Wy. Dlaczego za Wasze pieniądze chcecie testować ich metody dydaktyczne na sobie, co gorsze na swoich dzieciach. (Wielka prośba do rodziców). To głupie. Jako właściciel szkoły przyjmuję bardzo często studentów do pracy, ponieważ zgadzam się, że młodym ludziom należy dać szansę. Ale w szkołach poddawani są testom i przechodzą proces rekrutacyjny. To dość żmudna praca i dodam, że na 100 korepetytorów 1 nadaje się może do pracy. Naprawdę chcecie testować? Są dwa rozwiązania, albo sprawdzasz indeks studenta, albo idziesz do szkoły językowej i oczekujesz najwyższej jakości.

I trzecie grupa bystrzaków, która oczekuje od lektora wysokiej kultury osobistej, znajomości języka na poziomie Native Speaker’a i doświadczenia. No powiem nie lada wyzwanie. Takich lektorów sami możecie przetestować i pamiętajcie, że płacicie, więc możecie wymagać. Jeśli coś nie pasuje proponuję zerwać więzi. Nie ma litości! No i skoro chcecie wymagać to też dajcie zarobić.  Za mniej niż 50 złoty za godzinę dobrego lektora nie znajdziecie.  Dobry lektor się ceni i wymaga, również od siebie. Przygotowanie zajęć i prowadzenie lekcji nie zamyka się w tych 60 minutach. Często dochodzi do tego dojazd, poszukiwanie materiałów, oprawa materiału, a następnie sprawdzenie pracy domowej. Zajęcia to 100% języka. Tutaj nie ma sentymentów. Jeśli dwoje się takich spotka wróżę sukces.

Mam nadzieję, że pomogłam. Wniosek jest jeden. Inwestuj dobrze pieniądze i swój czas, a żaden język nie będzie problemem.

 

Język wroga trzeba znać

Dzisiaj chciałabym rozpisać się na temat skąd nienawiść do nauki języka niemieckiego i obalić tezę, iż język wroga trzeba znać. Jeśli wejdziemy na pierwsze lepsze forum, na którym uczniowie dzielą się opinią: Po co w ogóle uczyć się deutscha? Pierwsze co czytamy to pytania retoryczne typu: A historii się uczysz? Co masz z historii na semestr? Widzę, że ktoś wagarował na lekcjach historii. Ludu, ludu, mój ludu!!!! Dajcie w końcu spokój!

Nie jestem bystrzakiem z historii i może dlatego nigdy nie zagłębiałam się w jej szczegóły, choć po przeczytaniu „Medialionów” Nałkowskiej wiedziałam, że żadnej więcej książki nie ruszę z tej epoki.  To mnie zniechęciło dość skutecznie, ale do czytania, nie nauki języka. Zgadzam się, że Niemcy dość brutalnie potraktowali inne narody. Ruscy byli jeszcze gorsi, ale naprawdę to  nie może być argument przemawiający za tym, by nie uczyć się niemieckiego. Przecież to tylko i wyłącznie czyste Twoje lenistwo. Podziwiam poliglotów. Ileż oni musza mieć zaparcia, samodyscypliny i jak kreatywnie muszą myśleć by władać trzema, pięcioma czy siedmioma językami. Nieważne czy jest to chiński, niemiecki, angielski czy włoski nauka języka to wyzwanie. Język to coś więcej niż słowa. To środek do komunikacji. Dzięki temu, że go posiądziemy możemy wymieniać się poglądami czy też poznawać nowych ludzi.

Żyjemy w świecie, który bardzo szybko idzie na przód. Nic nie stoi, więc pytam dlaczego Twój mózg i sposób myślenie nie rozwija się, tylko powtarza idiotyzmy osób, które są przeciętne i w życiu tak na dobrą sprawę nic nie osiągnęły. Jeśli się mylę i masz jakieś przykłady, proszę napisz w komentarzu.  Chce coś jednak jeszcze doprecyzować. Nie uważam, że osoby, które nie mówią w języku niemieckim to ludzie ograniczeni. Nie wszyscy muszą władać niemieckim czy rosyjskim. Mogą przecież mówić znakomicie w języku angielskim, włoskim czy hiszpańskim. Chodzi mi o bezmyślne powtarzanie tezy, że niemiecki jest beznadziejny, że źle brzmi, że jest trudny, że jest dziwny i że w ogóle bezsensu. Niemiecki to coś więcej.

Kiedy zaczynasz rozumieć, próbujesz powiedzieć pierwsze zdania albo rozwijasz dotychczasowe umiejętności radość z tego jest nie do opisania. Nauka jakiegokolwiek języka jest bardzo trudna. W przypadku języka niemieckiego mam wrażenie, że bardzo utrudnia nam jego naukę przekonanie, że jest on tak skomplikowany i brzydki w wymowie. No, a co powiesz na słowa w naszych rodzimym języku: ponaddwustudziewięćdziesięciodziewięciokilometrowy maraton? I co Ty na to? Ciekawe jak Niemiec albo Chińczyk skomentowałby naukę języka polskiego. 

Uważam, że ten post powinien być skierowany zarówno do uczniów jak i nauczycieli. Starsi mają pierwszeństwo, tak więc odniosę się na początek do nauczycieli. Od Was zależy czy dzieci pokochają ten język. Młodzież 13 letnia niestety zdążyła wyrobić sobie już zdanie na temat tego języka dzięki kolegom, rodzicom i byłym korepetytorom, dlatego Wasze zadanie jest trudne. Od pierwszej lekcji zależy czy rozkochacie swoich Uczniów w lekcjach języka niemieckiego. Czasami przypisywany jest Wam ten zaszczyt wcześniej i błagam na wszystkie świętości nie podejmujcie się nauczania jeśli czujecie, że uczenie dzieci nie jest Waszą najmocniejszą stroną. Pisałam na początku już, że do tego potrzeba powołania. Nie utrudniajcie pracy innym nauczycielom, którzy potem przejmują pałeczkę i chcą robić swoją robotę dobrze. Jestem przekonana, że głównym powodem nienawiści do niemieckiego są nauczyciele. A teraz Ty drogi Uczniu. Nie bądź osioł! Ale nie chodzi mi o poziom inteligencji ale o bycie upartym i odpornym na wiedzę. Nauka niemieckiego naprawdę może być przyjemnością. Otwórz umysł na coś nowego i daj swojemu nauczycielowi szansę pokazania niemieckiego z innej strony. Miej wyrozumiałość i szukaj takiego nauczyciela, który pomoże Ci zrozumieć skąd biorą się rodzajniki, czym różni się Dativ od Akkucativ’a i przybliży zwyczaje i tradycje krajów niemieckojęzycznych. Sam jesteś odpowiedzialny za poziom swojej wiedzy, a jeśli jakiś nauczyciel wzbudzi Twoje podejrzenie, że robi to nie umiejętnie, a Ty naprawdę chcesz się go nauczyć, poszukaj w okolicy kogoś, kto ma do tego smykałkę. Nigdy się nie poddawaj! Trzymam za Was kciuki. Jesteście dla siebie Partnerami w tym przedsięwzięciu.

Dlaczego niemieckie słowa muszą być takie długie?

Najczęściej słyszę od swoich Słuchaczy, że niemiecki jest trudny, a słówka takie  długie i ciężkie do wypowiedzenia, że właściwie szkoda czasu na ich naukę. A potem jeszcze to pytanie: Jak szybko mogę nauczyć się słownictwa?

Powiem Wam, że niemiecki naprawdę da się lubić. Uważacie że słowa jak : usatysfakcjonowany, wyindywidualizowany, bezpardonowość czy eskalacja to proste słowa do wypowiedzenia lub napisania. Oczywiście że nie. Mam wrażenie, że uczniów ogarnęła sofofobia. (Strach przed uczeniem się). A dokładniej mówiąc Germanofobia. Dość powszechna fobia wśród ludzi, którzy stają przed wyzwaniem nauczenia się języka niemieckiego

shutterstock_2709223881

Mam kilka sposobów jak uczyć się niemieckich słówek. Ale na wstępie błagam przestańcie szukać wymówek tylko do roboty!!

Kartei Methode

Jestem nauczycielem starej daty i wierzę w tradycyjne metody nauki słownictwa. Jestem zdania, że nowe technologie również są bardzo pomocne, ale czasem warto zaufać starym metodom. Moja pierwsza propozycja to karteczki ze słówkami. Ta metoda jest dość czasochłonna jednak bardzo efektywna. Zależy od Ciebie ile czasu możesz przeznaczyć na ich przygotowanie i naukę. Tworzenie samych karteczek jest dość czasochłonne, więc może warto zainwestować w Niemiecki w Karteczkach.  Gotowy produkt i od razu możesz zacząć. Opanowanie słowa to tylko 20 proc. sukcesu. Kolejne 30 to zrozumienie ich w kontekście, np. w ćwiczeniu, czy tekście. Dlatego postaram się uczyć słówek w zdaniu. A najważniejsze 50 procent prowadzące do pełnego efektu to aktywne wykorzystanie, czyli stosowanie go w piśmie i mowie. dlatego warto pogadać z lektorem czy nauczycielem. Otwórz usta i ćwicz. Nie przesadzaj z ich ilością. Gotowy produkt to 1000 słówek proponuje podzielić je na 65 stosików. Mówię poważnie. Ale pomyśl, że przy założeniu, że codziennie nauczysz się 16 słów po 65 dniach będziesz umiał ich ok 1000. Wspaniały wynik nieprawdaż.

Audiovisualle Methode

A teraz coś dla tych, którzy wolą nowe technologie. Możliwość oglądania, słuchania i czytania w oryginale jest nie do przecenienia. Oglądaj codziennie jeden filmik na youtube ok 10 minut, pooglądaj poczytaj wiadmości na portalu „Deutsche Welle” albo posłuchaj TEDx auf Deutsch. Najważniejsze – oglądaj i ucz się od Niemców. Wymowa 95% nauczycieli jest szkaradna. Przykre ale prawdziwe, może dlatego własnie nie lubisz niemieckiego, ponieważ nie podoba Ci się jak brzmi.  Gwarantuje Ci, że niemiecki brzmi dobrze, a Niemcy potrafią być naprawdę śmieszni. Polecam stand up  Carolin Kebekus.

Appiwelt ( Mein Begriff)

Coś dla uzależnionych od swojego telefonu i nieprzerwanego dostępu do internetu. Jest masę aplikacji dostępnych na androida czy iphona które do jakiegoś momentu są bezpłatne. Polecam Duolingo. Naprawdę można złapać bakcyla. Oprócz tego polecam inwestycję w siebie np zakup fiszek ponieważ przy okazji otrzymujemy kod do ściągnięcia słówek w formie mp3. Można słuchać w aucie, na spacerze, na siłowni, gdzie tylko chcesz.  Ciekawym rozwiązaniem są również programy do nauki języka np: Niemiecki – ucz sie języka, dostępna w google play.  Świat aplikacji jest naprawdę ogromny i jestem pewna, że każdy znajdzie dla siebie coś godnego uwagi.

Poświęć dziennie godzinę na naukę niemieckiego ( właściwie obojętnie, którego języka chce się nauczyć).  Godzina dziennie tyle potrzebujesz. 20 minut nauką słówek za pomocą fiszek, 10 minut lekcji na youtube, 15 minut czytania ciekawych artykułów np na dw.de i 15 minut zabawy z aplikacją do nauki niemieckiego. Te 60 minut nauki języka zaowocuje już niebawem. Zacznij od dziś, a gwarantuję, że za rok osiągniesz poziom komunikatywny.