Pokaż kotku co masz w środku

Za mną lata doświadczeń i setki Klientów, z którymi miałam przyjemność współpracować i wiecie co, ludzie zaskakują mnie coraz bardziej, co więcej cały czas. W okresie wakacyjnym miałam więcej przestrzeni czasowej aby zastanowić się nad tym trochę dłużej i chyba jestem w stanie wyłonić kilka typów uczniów, z jakimi może Wam przyjść współpracować.  Oczywiście są tacy, z którymi chciałabym mieć zajęcia codziennie i tacy, których wolałabym omijać. Oczywiście nie należy oceniać książki po jej okładce, ale jak już wspomniałam udało mi się już odrobinę ludzi poznać i mam nadzieję, że nikogo nie obrażę tym wpisem. Również nie chcę generalizować i uogólniać. Przecież Die Ausnahme bestätigt die Regel (wyjątek potwierdza regułę) Miło mi będzie jak osoby po fachu zostawią swój  komentarz czy podzielą się swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Może pomoże to naszym kochanym Uczniom obdarzyć lektora większym zaufaniem i pozwoli się prowadzić w nauce. Więc zaczynamy, będzie naprzemiennie – dobry i zły Klient.

20min

„Mów do mnie jeszcze”

To są fajne zajęcia. Od razu czujesz, ze jest chemia. Uczeń chce jak najwięcej języka, chce Ciebie słuchać i być słuchanym. Jego warunkiem nawiązania współpracy jest przede wszystkim łamanie bariery językowej. Przez pierwsze 20 minut sam chce się przekonać, że lektor to torpeda i buzia mu się nie zamyka. Założeniem Ucznia jest : przestać się bać mówić i jego jedynym celem jest komunikacja. Gramatyka? Hmmm no wiadomo było tego dość dużo w szkole i Uczeń ma nadzieję, że się da to pominąć. Oczywiście sprytny lektor przemyci co nieco.  Świetne nastawienie, dobra motywacja i świadomy uczeń. Tego życzę wszystkim moim kolegom/koleżankom!

„Lubię zmiany”

O rajuśku. Znowu? Naprawdę? To co gramatyka już nie? To teraz mówimy? Aha wolisz jednak dużo listening’ów? Wieczór nie jest najlepszą porą? No powiem Wam, że takich to ja uwielbiam. Zero zaufania, ja wiem lepiej. Fajnie, że próbujesz znaleźć na siebie metodę, ale uczenie się jest to proces dość długotrwały i powiem tak: zmiany są dobre, ale pozwól aby lektor zdecydował, w którym momencie ona powinna nastąpić. Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, ale z jakiegoś powodu nadal nie umiesz mówić w języku, którego chcesz się nauczyć. Pozwól dotrzeć lektorowi do Ciebie i daj mu czas aby znalazł odpowiednie techniki i metody, które pomogą przełamać lody i w końcu ruszysz z miejsca. Cierpliwości życzę.

„Cokolwiek rozkażesz”

To się nazywa odpowiednie nastawienie do lektora. Nauczyciel to taki typ człowieka, który lubi sprawować kontrolę. Oczywiście uczeń jest na tyle bystry, że wie kiedy lektor działa na ślepo. Ale gdy lektor wie co robi i trafi mu się uczeń, który pokłada w nim nadzieję i darzy pełnym zaufaniem (99%) to na pewno nie wolno Tobie go zawieźć. Wybrał Ciebie bo uznał, że Ty możesz mu pomóc i nauczyć go języka obcego, więc nie daj ciała. Uczeń jest zmotywowany, przyjmuje na klatę wyzwania i wykonuje prawidłowo na niego nałożone obowiązki. Ideał.

„Sam nie wiem”

Moje określenie to „lelum polelum”. Czyli nic konkretnego. Prędzej czy później taka współpraca się kończy, bo to typ beznadziejny. Niestety. On naprawdę chce się nauczyć, ale co z tego, jeśli nie ma w nim odpowiedniej motywacji i chęci do nauki. W sumie przyszedł, ale nie wie po co. Bo znajomi chodzą, bo wszyscy chodzą, bo tak należy, bo mówią, że języki są ważne, a może w końcu się nauczę. Więc lektor bierze na klatę wyzwanie i zarzuca ucznia stertą materiałów. Okay nie od razu. Pomalutku. Może podręcznik, może moje autorskie materiały, może metoda Direct, może gramatyka, może… może… może… Może dajmy sobie spokój. Wróć jak naprawdę będziesz wiedział/a czego chcesz. Koniec tematu.

„Mam na to system”

Trafiają się i tacy, którzy w odróżnieni od „sam nie wiem” mają receptę na całe zło (tj. problemy językowe). Oni naprawdę wiedzą, czego chcą, Są bardzo konkretni. Możliwe, że na pierwszym spotkaniu usłyszysz, że oni już mieli sporo tych nauczycieli, ale niestety, żaden im nie odpowiadał. Możesz się pomylić kategoryzując ucznia do grupy „sam nie wiem” albo „nie ogarniam”, ale jest drobna różnica. Uczniowie tego typu to tacy, których poziom językowy jest już B2/C1. To perfekcjoniści i im zależy przede wszystkim na dobrze wydanych pieniądzach i spędzonym czasie. Uczniowie na wagę złota, ponieważ poziom językowy jest znacznie wyższy i przygotowanie satysfakcjonujących zajęć to też wyzwanie dla Lektora. Nic tylko brać!

„Nie ogarniam”

Rozumiem! Tak, masz dwójkę dzieci, zakupy, sprzątanie, praca, prasowanie i z psem musisz wyjść na spacer. A no tak jeszcze te dojazdy do pracy 2 godziny dziennie. No jasne, pewnie jak tu znaleźć czas na naukę języka. Spoko następnym razem przyniesiesz zadanie domowe. Mogłaś zapomnieć. Wiem to jest trudne. Kurcze jak TY się tego masz nauczyć. Hm… Może pomyślmy razem. No kurcze i co z Takim zrobić? Ani do przodu ani w tył. Bo do przodu się nie da, bo nie nauczył się materiału wstecz. Tego z zeszłego tygodnia też nie da rady, bo zapomniał materiałów/podręcznika. Ludzie! Samo do głowy nie wejdzie i jeśli nie masz czasu na naukę nie trać czasu lektora! Basta.

„Dziękuję”

Wdzięczność. Wiecie co? Zgadzam się z Jean de La Bruyére „Nie ma szlachetniejszej przesady niż przesadna wdzięczność” Oczywiście nie chodzi mi o to by za każdym razem dziękować lektorowi za jego wysiłek i w sumie chodzi mi tutaj przede wszystkim o rodziców. Typ „dziękuję” to taki, który sam nie potrafi i naprawdę docenia starania lektora, który wkłada bardzo dużo wysiłku by jego pociecha miała lepszy start w życiu. To jest takie miłe! To uskrzydla każdego lektora/nauczyciela, dodaje mu sił i z każdym rokiem daje z siebie jeszcze więcej. Niestety nie jesteśmy przyzwyczajeni do okazywania wdzięczności. My jako lektorzy, a bynajmniej ja okazuję moją wdzięczność w sposób, w jaki pracuję. Pełna elastyczność i zawsze dostępna. Przygotowuję wiele materiałów na życzenie. Dokształcam się, aby nie zawieźć ucznia i staram się być kompetentną w temacie, w jakim realizujemy się językowo. Czasem są to tematy, które są mi totalnie obce, ale uczę się nowego słownictwa, szukam akuratnych materiałów, z których uczeń będzie mógł skorzystać. Słowo dziękuję po każdej lekcji jest jak świeżutkie brownis z płynną czekoladą w środku.

„Bo mój syn/córka…

OMG!!!!! No co Pani nie powie? Serio. Co mnie to obchodzi!!! Pozwoli Pan/Pani, że sama ocenie. Nienawidzę tego typu mamusiek albo tatuśków. Sama mam dzieci. Zapisuje pociechy na różne zajęcia pozalekcyjne, w tym zajęcia językowe. Nie mówię wszystkim dookoła, co moje dzieci potrafią i jakie są wspaniałe, ponieważ chce aby nowy nauczyciel ocenił moje dziecko bez informacji o nim jakie jest, i np. nie informuję nauczyciela i rodziców na spotkaniu organizacyjnym (żenada), że chodzi do przedszkola językowego/prywatnej szkoły i  powinien już pójść ze starszymi dziećmi bo po co ma dziecko powtarzać materiał. To powiem Wam kochani Rodzice jak masz bystre dziecko to Ci powie: Mamuś ale mi nudno wiesz co nie chce chodzić, ja to już umiem. I to dla Ciebie sygnał, że:
pierwsze primo: faktycznie umie już naprawdę dużo,
drugie primo: świadomie decyduje jak chciałoby spędzić swój wolny czas,
kolejne primo: możesz być dumna z dziecka, podziękować za współpracę i znaleźć coś bardziej adekwatnego do umiejętności dziecka.
Niepotrzebny nam jest Twój raport. Pozwól lektorowi określić poziomjęzykowy dziecka. Szkoła, której leży na sercu edukacja dzieci i młodzieży sama zasugeruje przeniesienie dziecka do innej grupy lub zaproponuje inną formę nauki, aby rozwijać dotychczas nabyte umiejętności.

No ten ostatni typ wzbudził we mnie najwięcej emocji, ale tematy parentingowe są trudne. Teraz jest czas wakacji i można odsapnąć od ciężkich tematów. Warto wykorzystać ten czas na sortowanie, porządkowanie materiałów i poszukiwanie nowych ciekawych źródeł językowych. Życzę wszystkim odpoczynku, a pod koniec sierpnia i we wrześniu intensywnych zapisów!

Niemiecka jakość po polsku

Follow my blog with Bloglovin

Nie raz człowiek ma ochotę zakląć gdy pomyśli o polskiej jakości produktów. Ach ta niemiecka jakość. Chemia jakaś taka bardziej żrąca i proszki pachnące, jedzenie smaczniejsze i nawet kebab w wersji niemieckiej jest lepszy. Dlaczego niemieckie musi być lepsze? Długo nad tym się zastanawiałam i myślę, że znalazłam odpowiedź.

W Polsce ludzie zawsze się śpieszą. Nie ma czasu zjeść, nie ma czasu prać, nie ma czasu pobiegać ani pójść na zakupy. Wszystko ma być tu i teraz, a najlepiej na wczoraj. Niemcy dawno już doszli do tego, że jeśli ma być dobrze to wymaga to czasu. Cokolwiek chcemy aby było zrobione wymaga z naszej strony cierpliwości. Wszystko musi czekać na swoją kolej i co ważne ma swoją cenę. Niestety za wysoką jakość trzeba zapłacić. Oczywiście możemy dostać niemiecki proszek za 6 euro 10 kilogramów, ale będzie prał jak nasz Persil. Jeśli chcesz niemiecki Persil to dasz 6 euro ale za 2 kilogramy. Wszystko sprowadza się niestety do pieniędzy. Gdyby Polak zarabiał w swoim kraju dobrze pewnie i produkty z wysokiej półki w domu miałyby swoje miejsce.

Kontynuując… niemiecka jakość po polsku. Dość często denerwuje mnie fakt, że Polacy to tak trochę byle jak do pracy podchodzą. Oczywiście można zrzucać winę na system, procedury, rząd czy ograniczenia, jakie narzucają nam osoby trzecie, ale gdyby każdy człowiek zadbał o najwyższa jakość swojej pracy świat byłby lepszy. Świat mam na myśli kraj, w jakim żyjemy. Dla przykładu, jeśli kelner byłby uprzejmy, a gość umiałby się zachować adekwatnie do sytuacji i miejsca,  w którym się znajduje, na pewno pobyt w restauracji byłby oceniany znacznie wyżej. Gdyby sprzedawca w uprzejmy sposób przywitałby swojego klienta, ten na pewno odwdzięczyłby się z nawiązką pozostawiając w sklepie pieniądze i wróciłby przy najbliższej okazji po nowy towar, może nawet przyszedłby ze swoim znajomym. W krajach zachodnich i na południu Europy dawno doszli już do wniosku, że o klienta należy dbać – zawsze. Nie tylko raz i nastawiać się, że przyjdą nowi. W dobie facebooka i instagrama najważniejsze jest budowanie sieci zadowolonych klientów, dlatego tak ważne jest świadczenie usług na najwyższym poziomie o każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że wielu się ze mną zgodzi,  bo niestety tylko w Polsce spotykamy się z hasłem: „Panie na dwie noce to mi się nie opłaca”.

niemiecka jakosc mrherrlichW odniesieniu do zajęć językowych jestem przekonana, że sprawa wygląda bardzo podobnie. Profesjonalne podejście i wysoka kultura osobista jak i najwyższa jakość świadczonych usług jest w cenie. Dążenie do doskonałości powinno być dla każdego lektora/nauczyciela pewnego rodzaju wyzwaniem. Każdy z nas życzyłby sobie bezpieczeństwa finansowego i dobrego, spokojnego życia. Dla lektora to naprawdę marzenie. Lincoln mawiał:”Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”. Dlatego ważne jest aby to jak pracujemy dzisiaj miało wpływ na to jak będzie nam się żyło za parę lat. Niemiecka jakość nie wzięła się znikąd. Tylko ciężka praca i konsekwencja zapewni trwałą jakość. Mam nadzieję, że dałam Wam do myślenia. Powodzenia, życzę samych sukcesów!

 

5 trików, które pomogą nauczyć się niemieckiego w rok

Follow my blog with Bloglovin

Wiele osób zastanawia się czy w ogóle kiedykolwiek nauczą się języka niemieckiego. Skąd bierze się u nich tak silne przekonanie, że ten język jest tak trudny. Tym wpisem pragnę rozbudzić w Uczniach zainteresowanie przedmiotem i udowodnić, że jest możliwe nauczenie się języka w rok w stopniu komunikatywnym nie wyjeżdżając z kraju.

To jak dieta cud. Mam dla Was magiczną piątkę, dzięki której nauka języka niemieckiego będzie nie tylko efektywna, ale i przyjemna. Naprawdę! Całkiem poważnie, uczenie się deutscha może być relaksujące. Najpierw w skrócie, takie żelazne zasady, których musisz przestrzegać razem z Lektorem:

  1. Mówimy tylko po niemiecku!
  2. Używam aplikacji i programów do nauki języka niemieckiego w domu!
  3. Lektor informuje mnie o progresie i założonych celach, jakie wspólnie osiągniemy na przestrzeni kolejnego miesiąca nauki.
  4. Składam obietnicę, że po pół roku będę rozumiał/a co mówi do mnie Lektor.
  5. Zaskakujemy siebie nawzajem na każdej lekcji.

A teraz trochę więcej na ten temat. Mówimy tylko po niemiecku zarówno Lektor jak i Ty mój drogi Uczniu. Oczywiście na początku to Lektor będzie nadawał jak katarynka, a dla Ciebie będzie to jak źle nastawione radio, ale z czasem nie będzie już szumów tylko usłyszysz muzykę. Wiem, że na początku może to być irytujące jak Lektor naparza tylko po niemiecku, a Tobie wydaje się, że jest to jeden zlepek słów. Wierzę jednak, że uczenie się języków jak dziecko uczy się języka ojczystego to najlepsza metoda. Najpierw słowa i kalambury, potem zdania składające się z dwóch wyrazów, potem zdanie proste, a w kolejnym etapie zdania współrzędnie złożone. Jak masz się nauczyć języka skoro go nie słyszysz? To jest bardzo ważne! Wielu mogłoby zachodzić w głowę czy nie warto wtedy zainwestować i mieć zajęcia z Native Speaker’em? Podpowiem, że czemu nie, ale raz w tygodniu Native w zupełności wystarczy. W pozostałe dni zdecydowanie Polak z bardzo dobrą znajomością języka, a co ważne aby miał język w gębie. Native to nie jest najlepsze rozwiązanie, ale o tym napiszę przy innej okazji.  I tak wracając dwie linijki w górę….zgadza się minimum dwa razy w tygodniu powinny odbywać się zajęcia. Najlepiej byłoby 3-4 ale wiadomo, że to spory koszt.

Druga żelazna zasada to imersja czyli zanurzenie się w języku. Niemiecki to nie tylko Akkusativ i Dativ czy czasownik haben albo sein. Niemiecki podobnie jak język angielski służy nam przede wszystkim do komunikacji. Gdy pytam zainteresowanych Kursantów moimi usługami, na czym im najbardziej zależy, odpowiadają, że na porozumiewaniu się w języku niemieckim, i że gramatyka nie jest dla nich ważna. Jak myślisz? Czy da się ugryźć niemiecki tak, aby nie zamęczyć ucznia rodzajnikami i deklinacją? A i owszem! Element gramatyczny powinien być tylko dodatkiem. Oczywiście w pierwszej kolejności należy przystępnie wyjaśnić Uczniowi o co chodzi, a następnie pozwolić im powalczyć w domu. W dzisiejszych czasach i w dobie internetu nie istnieje pojęcie „nie da się”. Wiele aplikacji, moja ulubiona Duolingo, to jakby nieodłączny element pracy domowej, którą muszą moi Kursanci robić minimum 10 minut dziennie. Jeśli zakładamy, że w rok będziemy mówić po niemiecku to oczywiste jest, że codziennie będziesz uczyć się niemieckiego. To jasne jak słonce i proste jak budowa cepa.

Kolejny aspekt to planowanie nauki. Lektor musi informować Ucznia o progresie, ponieważ wspólnie zakładacie cele, które chcecie osiągnąć na przestrzeni np. miesiąca nauki. Lektor powinien monitorować postępy i mieć dostosowany materiał do tempa pracy Ucznia i jego możliwości. To jak udział w maratonie. Masz do pokonania naprawdę długi dystans (nauczyć się niemieckiego w rok w stopniu komunikatywnym) dlatego warto rozplanować swój bieg i tempo pracy. Jeśli wystartujesz za szybko możesz nie dobiec do mety. Jeśli za wolno może to trwać całe wieki. Jeśli nieumiejętnie doznasz kontuzji i nie ukończysz biegu wcale. Uczeń to zawodnik a Lektor to trener.

Zaufanie jest bardzo ważne. Jako Lektor zawsze składam obietnice moim Uczniom, że po pół roku będę rozumieli, co do nich mówię. Podejmując się wyzwania tj. nauki niemieckiego przez rok składam przyrzeczenie, że będę do dyspozycji Ucznia i będę jego motywacją i mentorem. W zamian oczekuję natomiast pełnego zaangażowania i wykonywania moich poleceń. Nie ma czegoś takiego jak „nieprzygotowanie”. Jestem ja i przygotowałam się do zajęć dlatego oczekuję, że Uczeń zrobi to samo. Tak samo Ty Uczniu powinieneś oczekiwać od Lektora pełnego zaangażowania. Rok współpracy to bardzo długi czas i zmiana lektora co miesiąc nic nie da. Dlatego zanim zdecydujesz się na wspólną naukę poproś o próbną 20 minutową lekcję. Jeśli poczujesz chemię to pewnie zadziała ta współpraca. Najważniejsze, aby nie składać obietnic bez pokrycia, i po miesiącu nie zmieniać warunków współpracy.

I tu przechodzimy już do ostatniej zasady, która gwarantuje nam, że w przeciągu roku uda się osiągnąć wspólny cel. Zaskakujemy siebie nawzajem na każdej lekcji. To bardzo ważny punkt. Dotyczy zarówno Ucznia jak i Lektora. Lektor zaskakuje Ucznia kreatywnością, różnorodnością materiałów i wiedzą, a Uczeń zaangażowaniem, postępami w nauce i pozytywnym nastawieniem do wspólnych spotkań. Wspólnie spędzony czas powinien być efektywny i przyjemny, ponieważ czasu nikt nam nie zwróci. Inwestuj go, jak i pieniądze, dobrze!

To jak dasz radę? Kto podejmie się wyzwania? A może ktoś już nauczył się niemieckiego w krótszym czasie i chce podzielić się swoimi doświadczeniami? Czekam na Wasze komentarze.

za-rok-moc2

Lektor to też zawód!

Follow my blog with Bloglovin

Nie mogłam się powstrzymać! Musiałam zaprzestać pisania artykułu, który miał zostawić opublikowany przed tym artykułem. Właściwie ten wcale nie miał powstać, ponieważ wierzyłam z całego serca, że jednak ludzie szanują drugich i potrafią docenić ich wkład i wysiłek, jaki wkładamy w szkolenie innych i mimo, że traktujemy nasze zajęcie jako jedyną formę zarobkową, aby w 100% poświecić się dla naszych Kursantów to oni nam sztylet w plecy. Im bliżej wakacji tym częściej. Napiszę na ten temat tylko raz i więcej nie będę wracać do tej kwestii!

howstressedareyou

Naprawdę liczysz, że wyciągnę Ciebie z opresji w szkole, zaoferuję swoje pełne zaangażowanie i będę w 100%  profesjonalna jeśli TY w dzień, w który masz się ze mną spotkać albo w tygodniu kiedy masz mieć zajęcia odwołujesz, ponieważ z jakiś przyczyn nie możesz odbyć lekcji. Żarty sobie robisz? Oczekujesz, że za ten wybryk będę w 100% zaangażowana i uśmiechnięta skoro w miesiącu pozbawiasz mnie przyjemności, urlopu albo wyjścia z przyjaciółmi do kina? SERIO? Na jakimiś świecie żyjesz??

Zrozumcie wszyscy, którzy pobierają lekcje prywatne u lektorów, dla których jest to sposób na życia, którzy prowadza np. działalność gospodarczą i płaca podatki, zusy itp, albo nawet nauczyciele na etacie i brakuje im na życie, więc inwestują swój wolny czas i popołudnia by szkolić Was w domach lub u siebie. To samo dotyczy lektorów pracujących w szkołach językowych. Pracują na umowach śmieciowych, więc otrzymają wynagrodzenia za przeprowadzone godziny i jeśli TY odwołujesz spotkanie bo po prostu źle zorganizowałeś swój czas pozbawiasz ich pieniędzy do życia. Rozumiem chorobę ale miłoby było gdy wrócisz do zdrowia odbyć zaległą godzinę nawet w weekend. My naprawdę jesteśmy zdolni do poświecenia. Wielu młodych zaangażowanych ludzi inwestuje w samochód by być bardziej mobilnym i elastycznym dla Was, a Wy pozbawiacie ich pieniędzy i ten nie ma za co wlać do baku.  Powiesz: „Każdy jest kowalem swojego losu”! Żenada! Więc proszę nie dziw się jak pewnego dnia powie lektor grzecznie „Dziękuję” i też nie przyjdzie albo zażyczy sobie 100 złotych za godzinę, bo za co on ma żyć, rozwijać się, szkolić. Czy Wy zdajecie sobie w ogóle sprawę ile kosztują dobre szkolenia dla lektorów i nauczycieli?? Oświecę Ciebie od 300-1000 złotych.  Czy Ty wiesz ile kosztują ciekawe materiały albo gry, którymi próbujemy zachęcić Twoje dziecko lub Ciebie do aktywnej pracy? Oczekujecie nie wiadomo czego, a sami nie potraficie dotrzymać słowa. Oczywiście nie generalizuje, ale na 100 uczniów odwołuje  95. Okropny wynik! Dziękuję z całego serca TYM, którzy sumiennie pracują i każdą zaplanowaną godzinę odrabiają sumiennie. DZIĘKUJĘ! To tyle!! Muszę się przyszykować na zajęcia.

Znajdź 5 różnic między nauczycielem, a lektorem

Follow my blog with Bloglovin

Zgodnie z obietnicą wyjaśniam skąd u mnie rozgraniczenie na zawód nauczyciela i lektora. Uważam, że jestem w stanie znaleźć pięć różnić, jakie dzielą te dwa zawody.

  1. Podstawową różnicą jest dla mnie fakt, że praca lektora i nauczyciela szkoły publicznej różnią się od siebie w zakresie pracy wychowawczej. Głównym zadaniem lektora jest przekazywanie wiedzy (żywy język), natomiast nauczyciel szkoły publicznej musi koncentrować się na funkcji wychowawczej, która ma służyć poprawie zachowania uczniów, umożliwiając tym samym realizację  podstawy programowej. Prościej i dosadniej mówiąc. Nauczyciel musi pracować z taką klasą jaką dostanie, a lektor może dokonać zmian i dopasować uczestników kursu, tak aby cała grupa skorzystała na uczestnictwie jak najwięcej.  Dobro kursanta jest na pierwszym miejscu. Rok nauki ma być efektywny i ponieważ spotkania odbywają się głównie w godzinach popołudniowych, musi ten czas być przyjemny dla każdej ze stron. W końcu kursant płaci za to by było dobrze. Lektorzy nie muszą skupiać się na wychowywaniu dzieci czy młodzieży, lecz ich jedynym zadaniem jest przekazać jak najwięcej wiadomości i posługiwać się żywym językiem.
  2. Drugą bardzo widoczną różnicą jest przygotowanie merytoryczne lektora i nauczyciela. Nauczyciel pracuje często z jedną grupą ludzi tego samego przedziału wiekowego, przez wiele lat. To powoduje, że ich percepcja na nowy materiał jest dość ograniczona. Grozi im nawet uwstecznienie. Masa pracy biurowo-papierkowej uniemożliwia nauczycielom samorozwój. Szkolnictwo jednak przyzwyczaja do lenistwa i ciężko jest się zmotywować do działania, gdy mamy perspektywę  zagwarantowanej przyszłości i pewnej posady. Lektor to osoba, która pracuje na kontrakcie. Jeżeli okaże się, że jest za słaba nie utrzyma stanowiska i nie przedłużą z nim umowy. Często musi inwestować swój czas i swoje ciężko zarobione pieniądze w szkolenia, konferencje i  materiały dydaktyczne. Pracuje z różnymi grupami wiekowymi, o bardzo zróżnicowanym poziomie językowym, co jest dla niego wyzwaniem. Dobry lektor to taki, który nie boi się pracować z żadną grupą.
  3. Trzecia różnica to dyspozycyjność. To bardzo wyróżnia lektora od nauczyciela. Zacznę od przykładów związanych z zawodem lektora. Oprócz przygotowania zajęć (każdych indywidualnie, dostosowanych do potrzeb grupy czy Klienta Indywidualnego) do obowiązków lektora należy ich przeprowadzenie, a następnie monitoring postępów i kontrola nad ewaluacją procesu uczenia się klienta, po nieprzerwany kontakt telefoniczny i mailowy. Lektorzy muszą być bardzo elastyczni i powinni zarządzać idealnie swoim czasem. Uczniowie bardzo lubią burzyć szyki, a przy akcji „grypa” tydzień jest wywrócony do góry nogami. Lektor wie, że odwołana godzina to brak gotówki, dlatego tak ważne jest elastyczne podejście do klienta. Jak wygląda to w szkołach publicznych. Uczeń przychodzi na przerwie do nauczyciela w godzinach pracy nigdy nie po. No chyba, ze weźmie ucznia „na korki”.  Nauczyciele krzyczą, że ich praca to nie tylko 22 godziny w murach szkoły, lecz potem długie wieczorne godziny przy biurku w domu. No cóż. Dawno znikł system pracy 40 godzin w tygodniu, więc nie rozumiem skąd te złości. Zarobek w stosunku to przepracowanych godzin w roku kalendarzowym uważam, jako lektor, za dość sprawiedliwy.
  4. Czwarta różnica, wynikająca po części z trzeciej, to zaangażowanie. Lektor jest bardziej zaangażowany w swoją pracę i sukces ucznia. Na pewno są nauczyciele, którzy angażują się  i uczniowie tych nauczycieli nie potrzebują zajęć dodatkowych, jednak jest ich mało. Wiadomo zbyt liczne klasy, nudne podręczniki narzucone przez MEN czy dzieci i młodzież z różnych środowisk, uniemożliwiają satysfakcjonującą pracę  w sali wykładowej. Lektorzy mają tutaj większe pole do popisu. Od stopnia zaangażowania lektora można oceniać jego pracę i czy współpraca z taki lektorem będzie owocna. Scrivenera Carl Rogers twierdził, że dobrego nauczyciela charakteryzują trzy cechy: okazywanie szacunku wobec ucznia, empatia i autentyczność. Jako lektor dopowiem: zaangażowanie. Dzięki tym właściwościom lektor jest w stanie stworzyć warunki sprzyjające uczeniu się.
  5. I piąta różnica, która nasuwa mi się na myśl to: Moja praca to moje życie. Kocham poniedziałki!

7-zyciowych-lekcji-od-alberta-einstPragnę dodać jeszcze raz, i wierzę w to, że jest gro nauczycieli, którzy tak samo jak ja, oddali całego siebie swoim uczniom i mimo licznych klas, burych sal i słabych materiałów potrafią rozbudzić ogień w uczniach i zarazić ich pasją do nauki języków. Bycie mentorem to coś więcej niż zawód – to powołanie!

 

„Najważniejszy w każdym działaniu jest początek” Platon

Follow my blog with Bloglovin

W końcu udało mi się zebrać myśli i materiał do napisania kolejnego artykułu dla Was lektorów i nauczycieli (dlaczego rozgraniczam między lektorów, a nauczycieli rozpiszę się w kolejnym artykule). Mawia się, że nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. Otóż nie! Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Popieram myśl Platona, że nie ważne co robisz, musisz od samego początku robić to dobrze. Nauka języków to bardziej złożony proces i chciałabym w tym artykule skupić się właśnie na tym.

Grafik-1-DeutschMyślę, że najlepszym przykładem będą właśnie pierwsze zajęcia języka niemieckiego w szkole. C
hoć oczywiście zacząć możemy w każdym wieku. Już na wstępie nauczyciel wydaje się jakiś oschły, niedostępny, jakby to ująć nieszczęśliwy. „Guten Morgen – bleibt ruhig und niemandem passiert etwas Böses” hahahahahaha. Ale tak serio. Po prostu na pierwszej lekcji wysyłamy komunikat dla uczniów, że niemiecki jest nieciekawy. Żadnej zabawy zapoznawczej tylko lekcja organizacyjna, na której dowiadujemy się, że porządek musi być i najlepiej cicho siedzieć, robić zadania i nie zadawać zbędnych pytań. Pamiętajmy, że uczniowie wchodząc do sali wykładowej języka niemieckiego mają wyrobione zdanie na temat nauczyciela i samych lekcji. Tym samym jeszcze trudniej jest przebić się przez mur niechęci do nauki języka niemieckiego. A Germanista przecież na studiach na zajęciach metodycznych nie miał okazji poznać gier i zabaw, jakie można realizować na zajęciach w grupach ok. 15 osób. Nie ma też pojęcia (czasem chęci), gdzie szukać materiałów, które mogłyby przeobrazić lekcje organizacyjną w ciekawe i aktywne pierwsze zajęcia językowe.  (Już wkrótce zacznę ładować przykładowe lekcje do pobrania, które mam nadzieję będą źródłem inspiracji).

Przykład z życia wzięty. Zastanów się jak dziecko zachowuje się jak ma 4-7 lat i jaką aktywnością do nauki wykazuje się 10 lat później. Mam dwójkę małych dzieci 2 i 4 lata. Ciągle zadają pytania. Córka sama do mnie przychodzi i prosi mnie by ją pouczyć angielskiego, albo policzyć po niemiecku. Ogląda koreańskie bajki na youtube czy hiszpańską świnkę Peppa.  Nie trzeba zachęcać żadną nagrodą czy szantażować, że jak nauczy się 6 słów to pójdzie na spacer. Lecz co się dzieję, gdy dziecko przekroczy mury szkoły? Nauczyciele już dość dosadnie dadzą do zrozumienia, że zadawanie pytań jest dość męczące i to co nauczyciel powie to święte. SERIO?? Dzieci bardzo szybko tracą zainteresowanie, zarówno przedmiotem, jak i chodzeniem do szkoły. Oczywiście nie uważam, że każdy nauczyciel czy lektor językowy daje ciała, ponieważ biorę skądś inspiracje i są ludzie, którzy robią swoją działkę dobrze. Jednak z ciężkim sercem muszę przyznać, że to jak szukanie igły w stogu siana. Na ten temat też mogłaby sporo napisać, ale może innym razem. Wracamy do początku/sedna sprawy.

Czyli mamy ochoczego, ciekawego siedmiolatka i znudzonego i leniwego 17-latka. I teraz pytanie czyja jest to wina? Rodzica? Dziecka? Warunków pracy? Materiałów? Podstawy programowej? Twoja? Szkoła nie jest od wychowywania, ale jestem przekonana, że jest odpowiedzialna za edukację. A niestety na tym szczeblu często nie ma czym się pochwalić. Uczniowie, którzy odnoszą sukcesy, często zawdzięczają ten fakt swoim rodzicom i ich pieniądzom, jakie inwestują w prywatne zajęcia. Czasami nie pieniądze są tak ważne, jak czas, który poświęcają rodzice wożąc lub zaprowadzając dzieci na zajęcia dodatkowe. Stąd moje przekonanie, że najważniejszy jest początek, i muszą zdać sobie z tego sprawę zarówno nauczyciele jak i rodzice. Nauczyciele pokazują salę wykładową, rozszerzają horyzonty i zgłębiają wiedzę na temat języka i kultury. Każdy rocznik powinien wnosić coś nowego. Sala wykładowa powinna być dostosowana do wieku i spełniać normy europejskie. Ewaluować. Należy stworzyć atmosfera, która zachęci uczniów do wymiany zdania i zadawania pytań. Nauczyciel musi być za każdym razem przygotowany, a rodzic bardziej zaangażowany w ćwiczenie materiału realizowany na zajęciach. I naprawdę nie oznacza to, że jeden z rodziców musi być w domu i zrezygnować z pracy zawodowej. Absolutnie! Teraz jest moda na pracę z domu, więc dużo zależy od umiejętności planowania. Wychowanie dzieci nie jest łatwym zadaniem, tak samo jak uczenie dzieci i pokazywanie im czegoś nowego. To czasochłonna i bardzo absorbująca praca. Ale jak chcemy zebrać owoc bez pielęgnacji roślinki? Jeżeli w jednym roku nie zadbasz o podłoże niestety roślina nie wyda owocu, dlatego nigdy nie można zaprzestać i odpuścić uznając, że już jakoś będzie. Jeśli tak postąpimy roślina zdziczeje i owoc już będzie nie ten. Ostatecznie nie nauczymy się języka i nie odniesiemy zwycięstwa, lecz porażkę.

Reasumując. To jak przekażemy uczniom wiedzę i ile czasu poświęcimy na jej obróbkę, aby była bardziej przystępna, będzie skutkować, jak szybko i czy chętnie będzie zgłębiana przez naszych uczniów. Mam nadzieję, że artykuł uświadomi nauczycieli i lektorów, że od Waszych zajęć zależy czy uczniowie pokochają niemiecki czy tez nie. Warto też uświadomić rodziców w tej materii, ponieważ jeśli dzieci pokochają niemiecki to rodzice też zmienią zdanie na temat germanistów i języka niemieckiego. Powodzenia!

Język wroga trzeba znać

Dzisiaj chciałabym rozpisać się na temat skąd nienawiść do nauki języka niemieckiego i obalić tezę, iż język wroga trzeba znać. Jeśli wejdziemy na pierwsze lepsze forum, na którym uczniowie dzielą się opinią: Po co w ogóle uczyć się deutscha? Pierwsze co czytamy to pytania retoryczne typu: A historii się uczysz? Co masz z historii na semestr? Widzę, że ktoś wagarował na lekcjach historii. Ludu, ludu, mój ludu!!!! Dajcie w końcu spokój!

Nie jestem bystrzakiem z historii i może dlatego nigdy nie zagłębiałam się w jej szczegóły, choć po przeczytaniu „Medialionów” Nałkowskiej wiedziałam, że żadnej więcej książki nie ruszę z tej epoki.  To mnie zniechęciło dość skutecznie, ale do czytania, nie nauki języka. Zgadzam się, że Niemcy dość brutalnie potraktowali inne narody. Ruscy byli jeszcze gorsi, ale naprawdę to  nie może być argument przemawiający za tym, by nie uczyć się niemieckiego. Przecież to tylko i wyłącznie czyste Twoje lenistwo. Podziwiam poliglotów. Ileż oni musza mieć zaparcia, samodyscypliny i jak kreatywnie muszą myśleć by władać trzema, pięcioma czy siedmioma językami. Nieważne czy jest to chiński, niemiecki, angielski czy włoski nauka języka to wyzwanie. Język to coś więcej niż słowa. To środek do komunikacji. Dzięki temu, że go posiądziemy możemy wymieniać się poglądami czy też poznawać nowych ludzi.

Żyjemy w świecie, który bardzo szybko idzie na przód. Nic nie stoi, więc pytam dlaczego Twój mózg i sposób myślenie nie rozwija się, tylko powtarza idiotyzmy osób, które są przeciętne i w życiu tak na dobrą sprawę nic nie osiągnęły. Jeśli się mylę i masz jakieś przykłady, proszę napisz w komentarzu.  Chce coś jednak jeszcze doprecyzować. Nie uważam, że osoby, które nie mówią w języku niemieckim to ludzie ograniczeni. Nie wszyscy muszą władać niemieckim czy rosyjskim. Mogą przecież mówić znakomicie w języku angielskim, włoskim czy hiszpańskim. Chodzi mi o bezmyślne powtarzanie tezy, że niemiecki jest beznadziejny, że źle brzmi, że jest trudny, że jest dziwny i że w ogóle bezsensu. Niemiecki to coś więcej.

Kiedy zaczynasz rozumieć, próbujesz powiedzieć pierwsze zdania albo rozwijasz dotychczasowe umiejętności radość z tego jest nie do opisania. Nauka jakiegokolwiek języka jest bardzo trudna. W przypadku języka niemieckiego mam wrażenie, że bardzo utrudnia nam jego naukę przekonanie, że jest on tak skomplikowany i brzydki w wymowie. No, a co powiesz na słowa w naszych rodzimym języku: ponaddwustudziewięćdziesięciodziewięciokilometrowy maraton? I co Ty na to? Ciekawe jak Niemiec albo Chińczyk skomentowałby naukę języka polskiego. 

Uważam, że ten post powinien być skierowany zarówno do uczniów jak i nauczycieli. Starsi mają pierwszeństwo, tak więc odniosę się na początek do nauczycieli. Od Was zależy czy dzieci pokochają ten język. Młodzież 13 letnia niestety zdążyła wyrobić sobie już zdanie na temat tego języka dzięki kolegom, rodzicom i byłym korepetytorom, dlatego Wasze zadanie jest trudne. Od pierwszej lekcji zależy czy rozkochacie swoich Uczniów w lekcjach języka niemieckiego. Czasami przypisywany jest Wam ten zaszczyt wcześniej i błagam na wszystkie świętości nie podejmujcie się nauczania jeśli czujecie, że uczenie dzieci nie jest Waszą najmocniejszą stroną. Pisałam na początku już, że do tego potrzeba powołania. Nie utrudniajcie pracy innym nauczycielom, którzy potem przejmują pałeczkę i chcą robić swoją robotę dobrze. Jestem przekonana, że głównym powodem nienawiści do niemieckiego są nauczyciele. A teraz Ty drogi Uczniu. Nie bądź osioł! Ale nie chodzi mi o poziom inteligencji ale o bycie upartym i odpornym na wiedzę. Nauka niemieckiego naprawdę może być przyjemnością. Otwórz umysł na coś nowego i daj swojemu nauczycielowi szansę pokazania niemieckiego z innej strony. Miej wyrozumiałość i szukaj takiego nauczyciela, który pomoże Ci zrozumieć skąd biorą się rodzajniki, czym różni się Dativ od Akkucativ’a i przybliży zwyczaje i tradycje krajów niemieckojęzycznych. Sam jesteś odpowiedzialny za poziom swojej wiedzy, a jeśli jakiś nauczyciel wzbudzi Twoje podejrzenie, że robi to nie umiejętnie, a Ty naprawdę chcesz się go nauczyć, poszukaj w okolicy kogoś, kto ma do tego smykałkę. Nigdy się nie poddawaj! Trzymam za Was kciuki. Jesteście dla siebie Partnerami w tym przedsięwzięciu.

Nauczyciel niemieckiego dlaczego tak znienawidzony

Niestety nauczyciele z języka niemieckiego nie są obdarowywani sympatią swoich uczniów. Dlaczego tylu germanistów nie potrafi zainteresować uczniów nauką języka niemieckiego? Czy wynika to ze złego przygotowania merytorycznego? Czy może warunki lokalowe nie pozwalają na przeprowadzenie ciekawych zajęć? A może po prostu angielski jest ma taką moc, że spycha naukę języka niemieckiego na boczny tor? Przychodzi mi jeszcze jeden argument, chyba najczęściej przywoływany jest przez germanistów, „Nie ma ciekawych materiałów językowych do przeprowadzenia kreatywnych zajęć”

Powiem tak „złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.”

W nauczaniu nie chodzi jedynie o realizowanie podstawy programowej, lub jeśli ktoś nie jest związany z nauczaniem w szkołach publicznych tak jak ja, programu w podręcznikach kursowych.  To coś więcej. To powołanie, z którym nie wszyscy się rodzą. Die Berufung spielt die wichtigste Rolle.  Można też powołanie w sobie rozbudzić, choć jestem skłonna uwierzyć, że z tym się człowiek po prostu rodzi.

Zadaniem pierwszego artykuły jest uświadomienie nauczycieli z języka niemieckiego, że bycie lektorem językowym to ciężka praca. Stworzenie i przeprowadzenie ciekawych zajęć to coś więcej niż „zrobienie tematu”. Mam nadzieję, że znajdziecie tu inspirację i ciekawe pomysły na tworzenie swoich materiałów. Zamierzam również na blogu zamieszczać przykładowe zajęcia, jakie przeprowadziłam dla moich uczniów. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.

Doświadczenie i moi uczniowie nauczyli mnie bardzo ważnej rzeczy, mianowicie: bycie nauczycielem języka niemieckiego to wyzwanie. Przyjmujesz je?

dms

Witam Was!

Nauczanie IMG_92822 — kopiabyło zawsze moją pasją podobnie jak nauka języków. W tym miejscu chciałabym podzielić się z Wami moimi zamiłowaniami oraz moją wiedzą związaną z nauczaniem języka niemieckiego. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu, chociaż w tym minimalnym, udowodnię, że nauka języka niemieckiego może być przyjemna.

Dodam, iż opanowanie języka niemieckiego to wielkie wyzwanie i tym, którym się udało należą się gromkie brawa. Zapraszam do strefy ucznia i lektora, gdzie piszę dla Was nowinki związane z nauczaniem i uczeniem się języka niemieckiego oraz do pobrania moich gotowych lekcji, które uważam za „dostępne” i ciekawe. Poznaj mnie i mój biznes. Zapraszam! Magdalena