Pokaż kotku co masz w środku

Za mną lata doświadczeń i setki Klientów, z którymi miałam przyjemność współpracować i wiecie co, ludzie zaskakują mnie coraz bardziej, co więcej cały czas. W okresie wakacyjnym miałam więcej przestrzeni czasowej aby zastanowić się nad tym trochę dłużej i chyba jestem w stanie wyłonić kilka typów uczniów, z jakimi może Wam przyjść współpracować.  Oczywiście są tacy, z którymi chciałabym mieć zajęcia codziennie i tacy, których wolałabym omijać. Oczywiście nie należy oceniać książki po jej okładce, ale jak już wspomniałam udało mi się już odrobinę ludzi poznać i mam nadzieję, że nikogo nie obrażę tym wpisem. Również nie chcę generalizować i uogólniać. Przecież Die Ausnahme bestätigt die Regel (wyjątek potwierdza regułę) Miło mi będzie jak osoby po fachu zostawią swój  komentarz czy podzielą się swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Może pomoże to naszym kochanym Uczniom obdarzyć lektora większym zaufaniem i pozwoli się prowadzić w nauce. Więc zaczynamy, będzie naprzemiennie – dobry i zły Klient.

20min

„Mów do mnie jeszcze”

To są fajne zajęcia. Od razu czujesz, ze jest chemia. Uczeń chce jak najwięcej języka, chce Ciebie słuchać i być słuchanym. Jego warunkiem nawiązania współpracy jest przede wszystkim łamanie bariery językowej. Przez pierwsze 20 minut sam chce się przekonać, że lektor to torpeda i buzia mu się nie zamyka. Założeniem Ucznia jest : przestać się bać mówić i jego jedynym celem jest komunikacja. Gramatyka? Hmmm no wiadomo było tego dość dużo w szkole i Uczeń ma nadzieję, że się da to pominąć. Oczywiście sprytny lektor przemyci co nieco.  Świetne nastawienie, dobra motywacja i świadomy uczeń. Tego życzę wszystkim moim kolegom/koleżankom!

„Lubię zmiany”

O rajuśku. Znowu? Naprawdę? To co gramatyka już nie? To teraz mówimy? Aha wolisz jednak dużo listening’ów? Wieczór nie jest najlepszą porą? No powiem Wam, że takich to ja uwielbiam. Zero zaufania, ja wiem lepiej. Fajnie, że próbujesz znaleźć na siebie metodę, ale uczenie się jest to proces dość długotrwały i powiem tak: zmiany są dobre, ale pozwól aby lektor zdecydował, w którym momencie ona powinna nastąpić. Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, ale z jakiegoś powodu nadal nie umiesz mówić w języku, którego chcesz się nauczyć. Pozwól dotrzeć lektorowi do Ciebie i daj mu czas aby znalazł odpowiednie techniki i metody, które pomogą przełamać lody i w końcu ruszysz z miejsca. Cierpliwości życzę.

„Cokolwiek rozkażesz”

To się nazywa odpowiednie nastawienie do lektora. Nauczyciel to taki typ człowieka, który lubi sprawować kontrolę. Oczywiście uczeń jest na tyle bystry, że wie kiedy lektor działa na ślepo. Ale gdy lektor wie co robi i trafi mu się uczeń, który pokłada w nim nadzieję i darzy pełnym zaufaniem (99%) to na pewno nie wolno Tobie go zawieźć. Wybrał Ciebie bo uznał, że Ty możesz mu pomóc i nauczyć go języka obcego, więc nie daj ciała. Uczeń jest zmotywowany, przyjmuje na klatę wyzwania i wykonuje prawidłowo na niego nałożone obowiązki. Ideał.

„Sam nie wiem”

Moje określenie to „lelum polelum”. Czyli nic konkretnego. Prędzej czy później taka współpraca się kończy, bo to typ beznadziejny. Niestety. On naprawdę chce się nauczyć, ale co z tego, jeśli nie ma w nim odpowiedniej motywacji i chęci do nauki. W sumie przyszedł, ale nie wie po co. Bo znajomi chodzą, bo wszyscy chodzą, bo tak należy, bo mówią, że języki są ważne, a może w końcu się nauczę. Więc lektor bierze na klatę wyzwanie i zarzuca ucznia stertą materiałów. Okay nie od razu. Pomalutku. Może podręcznik, może moje autorskie materiały, może metoda Direct, może gramatyka, może… może… może… Może dajmy sobie spokój. Wróć jak naprawdę będziesz wiedział/a czego chcesz. Koniec tematu.

„Mam na to system”

Trafiają się i tacy, którzy w odróżnieni od „sam nie wiem” mają receptę na całe zło (tj. problemy językowe). Oni naprawdę wiedzą, czego chcą, Są bardzo konkretni. Możliwe, że na pierwszym spotkaniu usłyszysz, że oni już mieli sporo tych nauczycieli, ale niestety, żaden im nie odpowiadał. Możesz się pomylić kategoryzując ucznia do grupy „sam nie wiem” albo „nie ogarniam”, ale jest drobna różnica. Uczniowie tego typu to tacy, których poziom językowy jest już B2/C1. To perfekcjoniści i im zależy przede wszystkim na dobrze wydanych pieniądzach i spędzonym czasie. Uczniowie na wagę złota, ponieważ poziom językowy jest znacznie wyższy i przygotowanie satysfakcjonujących zajęć to też wyzwanie dla Lektora. Nic tylko brać!

„Nie ogarniam”

Rozumiem! Tak, masz dwójkę dzieci, zakupy, sprzątanie, praca, prasowanie i z psem musisz wyjść na spacer. A no tak jeszcze te dojazdy do pracy 2 godziny dziennie. No jasne, pewnie jak tu znaleźć czas na naukę języka. Spoko następnym razem przyniesiesz zadanie domowe. Mogłaś zapomnieć. Wiem to jest trudne. Kurcze jak TY się tego masz nauczyć. Hm… Może pomyślmy razem. No kurcze i co z Takim zrobić? Ani do przodu ani w tył. Bo do przodu się nie da, bo nie nauczył się materiału wstecz. Tego z zeszłego tygodnia też nie da rady, bo zapomniał materiałów/podręcznika. Ludzie! Samo do głowy nie wejdzie i jeśli nie masz czasu na naukę nie trać czasu lektora! Basta.

„Dziękuję”

Wdzięczność. Wiecie co? Zgadzam się z Jean de La Bruyére „Nie ma szlachetniejszej przesady niż przesadna wdzięczność” Oczywiście nie chodzi mi o to by za każdym razem dziękować lektorowi za jego wysiłek i w sumie chodzi mi tutaj przede wszystkim o rodziców. Typ „dziękuję” to taki, który sam nie potrafi i naprawdę docenia starania lektora, który wkłada bardzo dużo wysiłku by jego pociecha miała lepszy start w życiu. To jest takie miłe! To uskrzydla każdego lektora/nauczyciela, dodaje mu sił i z każdym rokiem daje z siebie jeszcze więcej. Niestety nie jesteśmy przyzwyczajeni do okazywania wdzięczności. My jako lektorzy, a bynajmniej ja okazuję moją wdzięczność w sposób, w jaki pracuję. Pełna elastyczność i zawsze dostępna. Przygotowuję wiele materiałów na życzenie. Dokształcam się, aby nie zawieźć ucznia i staram się być kompetentną w temacie, w jakim realizujemy się językowo. Czasem są to tematy, które są mi totalnie obce, ale uczę się nowego słownictwa, szukam akuratnych materiałów, z których uczeń będzie mógł skorzystać. Słowo dziękuję po każdej lekcji jest jak świeżutkie brownis z płynną czekoladą w środku.

„Bo mój syn/córka…

OMG!!!!! No co Pani nie powie? Serio. Co mnie to obchodzi!!! Pozwoli Pan/Pani, że sama ocenie. Nienawidzę tego typu mamusiek albo tatuśków. Sama mam dzieci. Zapisuje pociechy na różne zajęcia pozalekcyjne, w tym zajęcia językowe. Nie mówię wszystkim dookoła, co moje dzieci potrafią i jakie są wspaniałe, ponieważ chce aby nowy nauczyciel ocenił moje dziecko bez informacji o nim jakie jest, i np. nie informuję nauczyciela i rodziców na spotkaniu organizacyjnym (żenada), że chodzi do przedszkola językowego/prywatnej szkoły i  powinien już pójść ze starszymi dziećmi bo po co ma dziecko powtarzać materiał. To powiem Wam kochani Rodzice jak masz bystre dziecko to Ci powie: Mamuś ale mi nudno wiesz co nie chce chodzić, ja to już umiem. I to dla Ciebie sygnał, że:
pierwsze primo: faktycznie umie już naprawdę dużo,
drugie primo: świadomie decyduje jak chciałoby spędzić swój wolny czas,
kolejne primo: możesz być dumna z dziecka, podziękować za współpracę i znaleźć coś bardziej adekwatnego do umiejętności dziecka.
Niepotrzebny nam jest Twój raport. Pozwól lektorowi określić poziomjęzykowy dziecka. Szkoła, której leży na sercu edukacja dzieci i młodzieży sama zasugeruje przeniesienie dziecka do innej grupy lub zaproponuje inną formę nauki, aby rozwijać dotychczas nabyte umiejętności.

No ten ostatni typ wzbudził we mnie najwięcej emocji, ale tematy parentingowe są trudne. Teraz jest czas wakacji i można odsapnąć od ciężkich tematów. Warto wykorzystać ten czas na sortowanie, porządkowanie materiałów i poszukiwanie nowych ciekawych źródeł językowych. Życzę wszystkim odpoczynku, a pod koniec sierpnia i we wrześniu intensywnych zapisów!

Reklamy

Niemiecka jakość po polsku

Follow my blog with Bloglovin

Nie raz człowiek ma ochotę zakląć gdy pomyśli o polskiej jakości produktów. Ach ta niemiecka jakość. Chemia jakaś taka bardziej żrąca i proszki pachnące, jedzenie smaczniejsze i nawet kebab w wersji niemieckiej jest lepszy. Dlaczego niemieckie musi być lepsze? Długo nad tym się zastanawiałam i myślę, że znalazłam odpowiedź.

W Polsce ludzie zawsze się śpieszą. Nie ma czasu zjeść, nie ma czasu prać, nie ma czasu pobiegać ani pójść na zakupy. Wszystko ma być tu i teraz, a najlepiej na wczoraj. Niemcy dawno już doszli do tego, że jeśli ma być dobrze to wymaga to czasu. Cokolwiek chcemy aby było zrobione wymaga z naszej strony cierpliwości. Wszystko musi czekać na swoją kolej i co ważne ma swoją cenę. Niestety za wysoką jakość trzeba zapłacić. Oczywiście możemy dostać niemiecki proszek za 6 euro 10 kilogramów, ale będzie prał jak nasz Persil. Jeśli chcesz niemiecki Persil to dasz 6 euro ale za 2 kilogramy. Wszystko sprowadza się niestety do pieniędzy. Gdyby Polak zarabiał w swoim kraju dobrze pewnie i produkty z wysokiej półki w domu miałyby swoje miejsce.

Kontynuując… niemiecka jakość po polsku. Dość często denerwuje mnie fakt, że Polacy to tak trochę byle jak do pracy podchodzą. Oczywiście można zrzucać winę na system, procedury, rząd czy ograniczenia, jakie narzucają nam osoby trzecie, ale gdyby każdy człowiek zadbał o najwyższa jakość swojej pracy świat byłby lepszy. Świat mam na myśli kraj, w jakim żyjemy. Dla przykładu, jeśli kelner byłby uprzejmy, a gość umiałby się zachować adekwatnie do sytuacji i miejsca,  w którym się znajduje, na pewno pobyt w restauracji byłby oceniany znacznie wyżej. Gdyby sprzedawca w uprzejmy sposób przywitałby swojego klienta, ten na pewno odwdzięczyłby się z nawiązką pozostawiając w sklepie pieniądze i wróciłby przy najbliższej okazji po nowy towar, może nawet przyszedłby ze swoim znajomym. W krajach zachodnich i na południu Europy dawno doszli już do wniosku, że o klienta należy dbać – zawsze. Nie tylko raz i nastawiać się, że przyjdą nowi. W dobie facebooka i instagrama najważniejsze jest budowanie sieci zadowolonych klientów, dlatego tak ważne jest świadczenie usług na najwyższym poziomie o każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że wielu się ze mną zgodzi,  bo niestety tylko w Polsce spotykamy się z hasłem: „Panie na dwie noce to mi się nie opłaca”.

niemiecka jakosc mrherrlichW odniesieniu do zajęć językowych jestem przekonana, że sprawa wygląda bardzo podobnie. Profesjonalne podejście i wysoka kultura osobista jak i najwyższa jakość świadczonych usług jest w cenie. Dążenie do doskonałości powinno być dla każdego lektora/nauczyciela pewnego rodzaju wyzwaniem. Każdy z nas życzyłby sobie bezpieczeństwa finansowego i dobrego, spokojnego życia. Dla lektora to naprawdę marzenie. Lincoln mawiał:”Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”. Dlatego ważne jest aby to jak pracujemy dzisiaj miało wpływ na to jak będzie nam się żyło za parę lat. Niemiecka jakość nie wzięła się znikąd. Tylko ciężka praca i konsekwencja zapewni trwałą jakość. Mam nadzieję, że dałam Wam do myślenia. Powodzenia, życzę samych sukcesów!

 

Co z tymi kursami wakacyjnymi?

Chodzić? Nie chodzić? Warto? Czy poczekać do października? A czy to ma w ogóle sens? Może korepetytor na okres wakacji albo Native Speaker, a może kurs w szkole językowej albo jakiś online? Opcji jest bardzo dużo i jaką wybrać dla siebie?

Na zachodzie latem szkoły pękają w szwach. Może warto zadać sobie pytanie: Dlaczego? Na samym początku należy sobie uświadomić, że nic samo się nie dzieje. Dużo ludzi zapisuje się na roczne kursy stacjonarne, chodzi dla samego chodzenia i oczekuje imponujących efektów. A nie tędy droga. W XXI wieku liczą się dwie rzeczy czas i jakość.

  1. Czasu mamy nie za wiele i nikt nie lubi go marnotrawić.
  2. Jakość jest w cenie i ludzie są w stanie zapłacić grubą kasę.

Z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę sporo uczniów uczęszczających  na zajęcia przez cały rok szkolny robi postępy ale naprawdę pomalutku. Winy należy dopatrywać się po oby stronach zarówno u ucznia jak i lektora.  Gdyby lektor prowadził zajęcia w ciekawe sposób i był wymagający to udałoby mu się utrzymać wysoki poziom zaangażowania ucznia na zajęciach. Natomiast uczeń musiałby skończyć z wymówkami. Od października do czerwca kreatywność uczniów nie ma końca. Znajdą tysiąc powodów, dlaczego nie ma zadania domowego, nie przeczytał artykułu na kolejne zajęcia czy nie zrobił ćwiczeń. Ponieważ prowadzę szkołę językową i po 6 latach zauważyłam pewną tendencję uświadomię, co poniektórych, jak to u nas wygląda i opiszę pewien schemat, który już na stałe utarł się w naszym społeczeństwie.

Semestr zimowy – Październik na hura, super jest pełna motywacja szukamy szkoły językowej, albo korepetytora i zaczynamy naukę. W listopadzie jednak wielu z nas porwało się z motyką na słońce, ponieważ okazuje się, że nie ma na te spotkania czasu. Niektórzy po prostu mają świadomość, że jeśli sami się nie przyłożą, nic z tego nie będzie i szkoda ich pieniędzy i czasu lektora. Czasem dopada nas jesienna melancholia i depresja, więc porzucamy pomysł nauki języka. W grudniu to czyste szaleństwo trzeba zorganizować wigilię i kupić prezenty. Odwiedzić znajomy i może jakieś wakacje typu last minute, bo po sezonie jest taniej. Zajęcia językowe to jedno z tych zajęć, które można przesunąć na liście priorytetów.  W styczniu jeszcze dobrze się nie rozpędzimy po wigilijnej rozpuście, a już ferie zimowe i znowu wyjazdy z rodzinką albo natłok pracy i liczne nadgodziny. W końcu początek roku kalendarzowego trzeba się ostro wziąć do pracy. W miesiącu zakochanych to jakoś dni brakuje, bo ten luty taki krótki i z niczym nie wyrabiamy.

Semestr letni – W marcu w oczekiwaniu na wiosnę mamy moment zawieszenia, natomiast jak już bliżej świąt Wielkiej Nocy to dopada nas przesilenie wiosenne i biomet jakiś taki niekorzystny. Dla tych, którzy nie zdążyli jeszcze wypocząć idealna pora na wakacje. Druga połowa kwietnia, jeszcze przed sezonem to nie będzie za gorąco i cena kusząca. W końcu przyszła ta wiosna i sezon na grilla należy rozpocząć. Majówki, weekendy i wycieczki. Góry są takie piękne wiosną. I nim się obrócisz mamy czerwiec i końcówkę roku.  To może dajmy sobie już spokój. Brzmi to znajomo? TO NIE ŻART!  Rok szkolny bywa taki zakręcony i mamy przecież tak dużo do ogarnięcia. Odrabianie zadań domowych z dziećmi, liczne zajęcia dodatkowe naszych pociech  i swoje oraz czas, który przydałoby się poświęcić na rozwój osobisty. Natłok obowiązków naprawdę nie pozwala na efektywną naukę!

IMG_20160627_191908Może dlatego warto rozważyć naukę w wakacje. Dzień jest taki długi, lektorzy mają pełną dyspozycję i oferty zazwyczaj są ciekawsze, aniżeli w roku szkolnym. Latem człowiekowi chce się więcej. To jak dieta cud. Jak działa już od pierwszych tygodniu od razu jesteśmy bardziej zmotywowani i jest szansa, że będzie w nas więcej sił aby utrzymać efekt. To co? Może warto sprawdzić oferty szkół i przez najbliższe miesiące wakacyjne podszkolić język? Życzę słonecznych, ciepłych i bogatych w miłe doświadczenia letnich miesięcy.

Halt die Ohren steif!!!