Pokaż kotku co masz w środku

Za mną lata doświadczeń i setki Klientów, z którymi miałam przyjemność współpracować i wiecie co, ludzie zaskakują mnie coraz bardziej, co więcej cały czas. W okresie wakacyjnym miałam więcej przestrzeni czasowej aby zastanowić się nad tym trochę dłużej i chyba jestem w stanie wyłonić kilka typów uczniów, z jakimi może Wam przyjść współpracować.  Oczywiście są tacy, z którymi chciałabym mieć zajęcia codziennie i tacy, których wolałabym omijać. Oczywiście nie należy oceniać książki po jej okładce, ale jak już wspomniałam udało mi się już odrobinę ludzi poznać i mam nadzieję, że nikogo nie obrażę tym wpisem. Również nie chcę generalizować i uogólniać. Przecież Die Ausnahme bestätigt die Regel (wyjątek potwierdza regułę) Miło mi będzie jak osoby po fachu zostawią swój  komentarz czy podzielą się swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Może pomoże to naszym kochanym Uczniom obdarzyć lektora większym zaufaniem i pozwoli się prowadzić w nauce. Więc zaczynamy, będzie naprzemiennie – dobry i zły Klient.

20min

„Mów do mnie jeszcze”

To są fajne zajęcia. Od razu czujesz, ze jest chemia. Uczeń chce jak najwięcej języka, chce Ciebie słuchać i być słuchanym. Jego warunkiem nawiązania współpracy jest przede wszystkim łamanie bariery językowej. Przez pierwsze 20 minut sam chce się przekonać, że lektor to torpeda i buzia mu się nie zamyka. Założeniem Ucznia jest : przestać się bać mówić i jego jedynym celem jest komunikacja. Gramatyka? Hmmm no wiadomo było tego dość dużo w szkole i Uczeń ma nadzieję, że się da to pominąć. Oczywiście sprytny lektor przemyci co nieco.  Świetne nastawienie, dobra motywacja i świadomy uczeń. Tego życzę wszystkim moim kolegom/koleżankom!

„Lubię zmiany”

O rajuśku. Znowu? Naprawdę? To co gramatyka już nie? To teraz mówimy? Aha wolisz jednak dużo listening’ów? Wieczór nie jest najlepszą porą? No powiem Wam, że takich to ja uwielbiam. Zero zaufania, ja wiem lepiej. Fajnie, że próbujesz znaleźć na siebie metodę, ale uczenie się jest to proces dość długotrwały i powiem tak: zmiany są dobre, ale pozwól aby lektor zdecydował, w którym momencie ona powinna nastąpić. Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, ale z jakiegoś powodu nadal nie umiesz mówić w języku, którego chcesz się nauczyć. Pozwól dotrzeć lektorowi do Ciebie i daj mu czas aby znalazł odpowiednie techniki i metody, które pomogą przełamać lody i w końcu ruszysz z miejsca. Cierpliwości życzę.

„Cokolwiek rozkażesz”

To się nazywa odpowiednie nastawienie do lektora. Nauczyciel to taki typ człowieka, który lubi sprawować kontrolę. Oczywiście uczeń jest na tyle bystry, że wie kiedy lektor działa na ślepo. Ale gdy lektor wie co robi i trafi mu się uczeń, który pokłada w nim nadzieję i darzy pełnym zaufaniem (99%) to na pewno nie wolno Tobie go zawieźć. Wybrał Ciebie bo uznał, że Ty możesz mu pomóc i nauczyć go języka obcego, więc nie daj ciała. Uczeń jest zmotywowany, przyjmuje na klatę wyzwania i wykonuje prawidłowo na niego nałożone obowiązki. Ideał.

„Sam nie wiem”

Moje określenie to „lelum polelum”. Czyli nic konkretnego. Prędzej czy później taka współpraca się kończy, bo to typ beznadziejny. Niestety. On naprawdę chce się nauczyć, ale co z tego, jeśli nie ma w nim odpowiedniej motywacji i chęci do nauki. W sumie przyszedł, ale nie wie po co. Bo znajomi chodzą, bo wszyscy chodzą, bo tak należy, bo mówią, że języki są ważne, a może w końcu się nauczę. Więc lektor bierze na klatę wyzwanie i zarzuca ucznia stertą materiałów. Okay nie od razu. Pomalutku. Może podręcznik, może moje autorskie materiały, może metoda Direct, może gramatyka, może… może… może… Może dajmy sobie spokój. Wróć jak naprawdę będziesz wiedział/a czego chcesz. Koniec tematu.

„Mam na to system”

Trafiają się i tacy, którzy w odróżnieni od „sam nie wiem” mają receptę na całe zło (tj. problemy językowe). Oni naprawdę wiedzą, czego chcą, Są bardzo konkretni. Możliwe, że na pierwszym spotkaniu usłyszysz, że oni już mieli sporo tych nauczycieli, ale niestety, żaden im nie odpowiadał. Możesz się pomylić kategoryzując ucznia do grupy „sam nie wiem” albo „nie ogarniam”, ale jest drobna różnica. Uczniowie tego typu to tacy, których poziom językowy jest już B2/C1. To perfekcjoniści i im zależy przede wszystkim na dobrze wydanych pieniądzach i spędzonym czasie. Uczniowie na wagę złota, ponieważ poziom językowy jest znacznie wyższy i przygotowanie satysfakcjonujących zajęć to też wyzwanie dla Lektora. Nic tylko brać!

„Nie ogarniam”

Rozumiem! Tak, masz dwójkę dzieci, zakupy, sprzątanie, praca, prasowanie i z psem musisz wyjść na spacer. A no tak jeszcze te dojazdy do pracy 2 godziny dziennie. No jasne, pewnie jak tu znaleźć czas na naukę języka. Spoko następnym razem przyniesiesz zadanie domowe. Mogłaś zapomnieć. Wiem to jest trudne. Kurcze jak TY się tego masz nauczyć. Hm… Może pomyślmy razem. No kurcze i co z Takim zrobić? Ani do przodu ani w tył. Bo do przodu się nie da, bo nie nauczył się materiału wstecz. Tego z zeszłego tygodnia też nie da rady, bo zapomniał materiałów/podręcznika. Ludzie! Samo do głowy nie wejdzie i jeśli nie masz czasu na naukę nie trać czasu lektora! Basta.

„Dziękuję”

Wdzięczność. Wiecie co? Zgadzam się z Jean de La Bruyére „Nie ma szlachetniejszej przesady niż przesadna wdzięczność” Oczywiście nie chodzi mi o to by za każdym razem dziękować lektorowi za jego wysiłek i w sumie chodzi mi tutaj przede wszystkim o rodziców. Typ „dziękuję” to taki, który sam nie potrafi i naprawdę docenia starania lektora, który wkłada bardzo dużo wysiłku by jego pociecha miała lepszy start w życiu. To jest takie miłe! To uskrzydla każdego lektora/nauczyciela, dodaje mu sił i z każdym rokiem daje z siebie jeszcze więcej. Niestety nie jesteśmy przyzwyczajeni do okazywania wdzięczności. My jako lektorzy, a bynajmniej ja okazuję moją wdzięczność w sposób, w jaki pracuję. Pełna elastyczność i zawsze dostępna. Przygotowuję wiele materiałów na życzenie. Dokształcam się, aby nie zawieźć ucznia i staram się być kompetentną w temacie, w jakim realizujemy się językowo. Czasem są to tematy, które są mi totalnie obce, ale uczę się nowego słownictwa, szukam akuratnych materiałów, z których uczeń będzie mógł skorzystać. Słowo dziękuję po każdej lekcji jest jak świeżutkie brownis z płynną czekoladą w środku.

„Bo mój syn/córka…

OMG!!!!! No co Pani nie powie? Serio. Co mnie to obchodzi!!! Pozwoli Pan/Pani, że sama ocenie. Nienawidzę tego typu mamusiek albo tatuśków. Sama mam dzieci. Zapisuje pociechy na różne zajęcia pozalekcyjne, w tym zajęcia językowe. Nie mówię wszystkim dookoła, co moje dzieci potrafią i jakie są wspaniałe, ponieważ chce aby nowy nauczyciel ocenił moje dziecko bez informacji o nim jakie jest, i np. nie informuję nauczyciela i rodziców na spotkaniu organizacyjnym (żenada), że chodzi do przedszkola językowego/prywatnej szkoły i  powinien już pójść ze starszymi dziećmi bo po co ma dziecko powtarzać materiał. To powiem Wam kochani Rodzice jak masz bystre dziecko to Ci powie: Mamuś ale mi nudno wiesz co nie chce chodzić, ja to już umiem. I to dla Ciebie sygnał, że:
pierwsze primo: faktycznie umie już naprawdę dużo,
drugie primo: świadomie decyduje jak chciałoby spędzić swój wolny czas,
kolejne primo: możesz być dumna z dziecka, podziękować za współpracę i znaleźć coś bardziej adekwatnego do umiejętności dziecka.
Niepotrzebny nam jest Twój raport. Pozwól lektorowi określić poziomjęzykowy dziecka. Szkoła, której leży na sercu edukacja dzieci i młodzieży sama zasugeruje przeniesienie dziecka do innej grupy lub zaproponuje inną formę nauki, aby rozwijać dotychczas nabyte umiejętności.

No ten ostatni typ wzbudził we mnie najwięcej emocji, ale tematy parentingowe są trudne. Teraz jest czas wakacji i można odsapnąć od ciężkich tematów. Warto wykorzystać ten czas na sortowanie, porządkowanie materiałów i poszukiwanie nowych ciekawych źródeł językowych. Życzę wszystkim odpoczynku, a pod koniec sierpnia i we wrześniu intensywnych zapisów!

Niemiecka jakość po polsku

Follow my blog with Bloglovin

Nie raz człowiek ma ochotę zakląć gdy pomyśli o polskiej jakości produktów. Ach ta niemiecka jakość. Chemia jakaś taka bardziej żrąca i proszki pachnące, jedzenie smaczniejsze i nawet kebab w wersji niemieckiej jest lepszy. Dlaczego niemieckie musi być lepsze? Długo nad tym się zastanawiałam i myślę, że znalazłam odpowiedź.

W Polsce ludzie zawsze się śpieszą. Nie ma czasu zjeść, nie ma czasu prać, nie ma czasu pobiegać ani pójść na zakupy. Wszystko ma być tu i teraz, a najlepiej na wczoraj. Niemcy dawno już doszli do tego, że jeśli ma być dobrze to wymaga to czasu. Cokolwiek chcemy aby było zrobione wymaga z naszej strony cierpliwości. Wszystko musi czekać na swoją kolej i co ważne ma swoją cenę. Niestety za wysoką jakość trzeba zapłacić. Oczywiście możemy dostać niemiecki proszek za 6 euro 10 kilogramów, ale będzie prał jak nasz Persil. Jeśli chcesz niemiecki Persil to dasz 6 euro ale za 2 kilogramy. Wszystko sprowadza się niestety do pieniędzy. Gdyby Polak zarabiał w swoim kraju dobrze pewnie i produkty z wysokiej półki w domu miałyby swoje miejsce.

Kontynuując… niemiecka jakość po polsku. Dość często denerwuje mnie fakt, że Polacy to tak trochę byle jak do pracy podchodzą. Oczywiście można zrzucać winę na system, procedury, rząd czy ograniczenia, jakie narzucają nam osoby trzecie, ale gdyby każdy człowiek zadbał o najwyższa jakość swojej pracy świat byłby lepszy. Świat mam na myśli kraj, w jakim żyjemy. Dla przykładu, jeśli kelner byłby uprzejmy, a gość umiałby się zachować adekwatnie do sytuacji i miejsca,  w którym się znajduje, na pewno pobyt w restauracji byłby oceniany znacznie wyżej. Gdyby sprzedawca w uprzejmy sposób przywitałby swojego klienta, ten na pewno odwdzięczyłby się z nawiązką pozostawiając w sklepie pieniądze i wróciłby przy najbliższej okazji po nowy towar, może nawet przyszedłby ze swoim znajomym. W krajach zachodnich i na południu Europy dawno doszli już do wniosku, że o klienta należy dbać – zawsze. Nie tylko raz i nastawiać się, że przyjdą nowi. W dobie facebooka i instagrama najważniejsze jest budowanie sieci zadowolonych klientów, dlatego tak ważne jest świadczenie usług na najwyższym poziomie o każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że wielu się ze mną zgodzi,  bo niestety tylko w Polsce spotykamy się z hasłem: „Panie na dwie noce to mi się nie opłaca”.

niemiecka jakosc mrherrlichW odniesieniu do zajęć językowych jestem przekonana, że sprawa wygląda bardzo podobnie. Profesjonalne podejście i wysoka kultura osobista jak i najwyższa jakość świadczonych usług jest w cenie. Dążenie do doskonałości powinno być dla każdego lektora/nauczyciela pewnego rodzaju wyzwaniem. Każdy z nas życzyłby sobie bezpieczeństwa finansowego i dobrego, spokojnego życia. Dla lektora to naprawdę marzenie. Lincoln mawiał:”Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”. Dlatego ważne jest aby to jak pracujemy dzisiaj miało wpływ na to jak będzie nam się żyło za parę lat. Niemiecka jakość nie wzięła się znikąd. Tylko ciężka praca i konsekwencja zapewni trwałą jakość. Mam nadzieję, że dałam Wam do myślenia. Powodzenia, życzę samych sukcesów!

 

Co z tymi kursami wakacyjnymi?

Chodzić? Nie chodzić? Warto? Czy poczekać do października? A czy to ma w ogóle sens? Może korepetytor na okres wakacji albo Native Speaker, a może kurs w szkole językowej albo jakiś online? Opcji jest bardzo dużo i jaką wybrać dla siebie?

Na zachodzie latem szkoły pękają w szwach. Może warto zadać sobie pytanie: Dlaczego? Na samym początku należy sobie uświadomić, że nic samo się nie dzieje. Dużo ludzi zapisuje się na roczne kursy stacjonarne, chodzi dla samego chodzenia i oczekuje imponujących efektów. A nie tędy droga. W XXI wieku liczą się dwie rzeczy czas i jakość.

  1. Czasu mamy nie za wiele i nikt nie lubi go marnotrawić.
  2. Jakość jest w cenie i ludzie są w stanie zapłacić grubą kasę.

Z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę sporo uczniów uczęszczających  na zajęcia przez cały rok szkolny robi postępy ale naprawdę pomalutku. Winy należy dopatrywać się po oby stronach zarówno u ucznia jak i lektora.  Gdyby lektor prowadził zajęcia w ciekawe sposób i był wymagający to udałoby mu się utrzymać wysoki poziom zaangażowania ucznia na zajęciach. Natomiast uczeń musiałby skończyć z wymówkami. Od października do czerwca kreatywność uczniów nie ma końca. Znajdą tysiąc powodów, dlaczego nie ma zadania domowego, nie przeczytał artykułu na kolejne zajęcia czy nie zrobił ćwiczeń. Ponieważ prowadzę szkołę językową i po 6 latach zauważyłam pewną tendencję uświadomię, co poniektórych, jak to u nas wygląda i opiszę pewien schemat, który już na stałe utarł się w naszym społeczeństwie.

Semestr zimowy – Październik na hura, super jest pełna motywacja szukamy szkoły językowej, albo korepetytora i zaczynamy naukę. W listopadzie jednak wielu z nas porwało się z motyką na słońce, ponieważ okazuje się, że nie ma na te spotkania czasu. Niektórzy po prostu mają świadomość, że jeśli sami się nie przyłożą, nic z tego nie będzie i szkoda ich pieniędzy i czasu lektora. Czasem dopada nas jesienna melancholia i depresja, więc porzucamy pomysł nauki języka. W grudniu to czyste szaleństwo trzeba zorganizować wigilię i kupić prezenty. Odwiedzić znajomy i może jakieś wakacje typu last minute, bo po sezonie jest taniej. Zajęcia językowe to jedno z tych zajęć, które można przesunąć na liście priorytetów.  W styczniu jeszcze dobrze się nie rozpędzimy po wigilijnej rozpuście, a już ferie zimowe i znowu wyjazdy z rodzinką albo natłok pracy i liczne nadgodziny. W końcu początek roku kalendarzowego trzeba się ostro wziąć do pracy. W miesiącu zakochanych to jakoś dni brakuje, bo ten luty taki krótki i z niczym nie wyrabiamy.

Semestr letni – W marcu w oczekiwaniu na wiosnę mamy moment zawieszenia, natomiast jak już bliżej świąt Wielkiej Nocy to dopada nas przesilenie wiosenne i biomet jakiś taki niekorzystny. Dla tych, którzy nie zdążyli jeszcze wypocząć idealna pora na wakacje. Druga połowa kwietnia, jeszcze przed sezonem to nie będzie za gorąco i cena kusząca. W końcu przyszła ta wiosna i sezon na grilla należy rozpocząć. Majówki, weekendy i wycieczki. Góry są takie piękne wiosną. I nim się obrócisz mamy czerwiec i końcówkę roku.  To może dajmy sobie już spokój. Brzmi to znajomo? TO NIE ŻART!  Rok szkolny bywa taki zakręcony i mamy przecież tak dużo do ogarnięcia. Odrabianie zadań domowych z dziećmi, liczne zajęcia dodatkowe naszych pociech  i swoje oraz czas, który przydałoby się poświęcić na rozwój osobisty. Natłok obowiązków naprawdę nie pozwala na efektywną naukę!

IMG_20160627_191908Może dlatego warto rozważyć naukę w wakacje. Dzień jest taki długi, lektorzy mają pełną dyspozycję i oferty zazwyczaj są ciekawsze, aniżeli w roku szkolnym. Latem człowiekowi chce się więcej. To jak dieta cud. Jak działa już od pierwszych tygodniu od razu jesteśmy bardziej zmotywowani i jest szansa, że będzie w nas więcej sił aby utrzymać efekt. To co? Może warto sprawdzić oferty szkół i przez najbliższe miesiące wakacyjne podszkolić język? Życzę słonecznych, ciepłych i bogatych w miłe doświadczenia letnich miesięcy.

Halt die Ohren steif!!!

Endlich Urlaub czyli jak najlepiej spędzić wakacje

W tym tygodniu kończymy rok szkolny i pewnie każdy myślami jest już nad morzem, w górach, w lasach czy na wyspach. Przed podjęciem decyzji o założeniu szkoły językowej borykałam się z myślami, czy może nie otworzyć biura turystycznego. W tym celu uzyskałam licencję pilota turystyki i spróbowałam swoich sił jako przewodnik dla Amerykanów w dolinie Renu. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że moją pasją są języki,  podróże i kontakt z ludźmi. Jak już pisałam koniec szkoły już jutro, a ja martwię się o wiedzę jaką pewnie zamierzacie zamrozić na okres dwóch miesięcy i w związku z tym, uważam za stosowne napisanie kilku rad co zrobić aby nie zapomnieć wszystkiego co wałkowaliście przed 9 miesięcy.

Ograniczę się do trzech rad, przecież są wakacje!

Rada 1 Reisen macht klug – podróże kształcą

Wakacje to czas podróży, przygód i relaksu. Nie nadaremno się mówi, że podróże kształcą, lecz należy dopowiedzieć: o ile ktoś uczyć się chce. Zakładam, że uczysz się niemieckiego i dlatego dla osób, które jedynie mogą liczyć na 26 dni urlopu w ciągu roku dobrą alternatywą będzie zastosowanie języka w praktyce. Niemcy to piękny kraj, może w tym roku pozwiedzasz te zakątki. Jeśli uznasz, że Niemcy nie są wystarczająco atrakcyjne i wybierzesz np. wyjazd do Grecji, Hiszpanii lub Gruzji spróbuj swoich sił i jeśli znajdziesz kogoś kto mówi po niemiecku ciągnij za język jak najwięcej. Ludzie na urlopie są bardzo otwarci i bardzo chcą rozmawiać, a poza granicami swojego kraju chwalą go jak mało kto. Miej uszy otwarte i korzystaj z wszystkiego co dają Ci podróże. Naciesz oczy i sprawdź swoją wiedzę w praktyce.

Dla tych którzy maja trochę więcej czasu i mogą pozwolić sobie na dłuższe wakacje proponuję wyjazd na dłużej. W Ameryce jest taki zwyczaj, że wielu absolwentów szkoły zanim pójdzie na studia robi sobie rok przerwy. Oczywiście nie nakłaniam do tak długich podróży choć mój kolega ze studiów tak właśnie zrobił. Co prawda dopiero po studiach no ale. Brawo! Polecam zajrzeć na bloga Pawła EatShareTravel. Wyjazdy, kursy wakacyjne (może o tym przy innej okazji) i różnego rodzaju przygody to najlepszy sposób na utrzymanie języka na tym samym o ile nie wyższym poziomie.

Rada 2 Arbeit schändet nicht – żadna praca nie hańbi

Dokładnie. Oczywiście dla osób, które pracują nie ma opcji aby wyjechać na dwa miesiące za granice i pracować np. przy zbiorze owoców. Natürlich. Zacznę od osób, które mają taką możliwość np. studenci, uczniowie klas licealnych czy osoby prowadzące swoją działalność. Nic lepiej nie uczy jak praca w innym kraju. Jeszcze przed studiami jechałam do Niemiec jako opiekunka do osób starszych i zarobiłam pieniądze na studia w Niemczech. Praca nie była trudna fizycznie ale psychicznie na pewno. Ponieważ musiałam być 24 godziny z podopieczną miałam wystarczająco dużo czasu aby czytać prasę niemiecka, książki, oglądać telewizje. Myślę, że wiele osób nie jest w stanie sobie wyobrazić kilku dni bez internetu. Ja pracując nie miałam dostępu do internetu w ogóle.  Ba i nie był mi potrzebny. Rozmawiałam z Amelią i jej synem. Przesympatyczna rodzina. To była dobra praca i nauczyła mnie pokory. Myślę, że Paweł miał podobne doświadczenia w Argentynie. Nawiązuje do jego bloga ponownie. Jesteśmy starymi znajomymi po fachu i miło jest w sumie wykorzystać jego doświadczenia w tym wpisie. Jeśli chodzi o osoby, którym przysługuje jedynie 26 dni urlopu. Moja propozycja to kurs językowy. Jest to inwestycja. Oczywiście nie otrzymasz wynagrodzenia za odbyty kurs, choć oczywiście możesz siebie wynagrodzić urlopem za odbytą pracę jaką jest nauka języka. Gdyby jednak nie było środków na zapłacenie za kurs językowy jest też możliwość zarejestrowania się na portalach, gdzie jest masę ludzi z różnych krajów, którzy chętnie wymieniliby się język za język. Np. www.conversationexchange.com To też praca, ponieważ poświęcasz swój czas po pracy lub weekendy na poznawanie nowych ludzi, i oczywiście szlifowanie języka obcego.

Rada 3 Allzuviel ist ungesund – co za dużo to nie zdrowo

Myślę, że każdy ze mną się zgodzi, że co za dużo to nie zdrowo. Jeśli masz ochotę na urlop i potrzebujesz odpoczynku to tak zrób. Nic na siłę, pamiętaj tylko, że język musi być żywy, więc z tym wolnym nie przesadzaj. Maksymalnie 30 dni na tyle pozwalam moim Uczniom. Skoro tyle urlopu maja Niemcy, to czemu nam by nie miało się należeć?

20032015-1

Angielski vs. Niemiecki

Dylemat wielu maturzystów ale też osób, które dopiero chcą zacząć naukę języka obcego. Odwieczne pytanie, który język lepiej wybrać: niemiecki czy angielski? Wielokrotnie słyszałam od moich uczniów, że lepiej uczyć się jednego języka, ale porządnie. Na przykład argumentują swój wybór: „Zdecyduję się jednak na angielski, ponieważ w tym języku będę w stanie porozumiewać się z każdym na tej planecie.” A jeszcze inni wybiorą niemiecki: „…, ponieważ najprawdopodobniej za kilka lat wyprowadzę się z rodziną.”  Jest jeszcze jedna grupa osób, która już wcześniej uczyła się  zarówno języka niemieckiego jak i angielskiego, i postanowili kontynuować naukę jednego z nich ze względów zawodowych czy też prywatnych. Jeszcze inni zastanawiają się, który język wybrać dla swoich pociech i tutaj bardzo często wygrywa angielski. Ale czy słusznie?

keep-calm-und-deutsch-lernen-8

 

Władam zarówno językiem niemieckim jak i angielskim, i uważam, że różnica pomiędzy nauką języka angielskiego, a niemieckiego polega na tym, że jak człowiek zaczyna się uczyć tych języków to wydaje się, że angielski jest prostszy. Codziennie bombardowani jesteśmy anglicyzmami. Sale! Must have! Coffee to go! Check it! Run! Wydaje nam się, że jesteśmy bardziej osłuchani, i że ten język wpada w ucho. W angielskim od początku jest mniej reguł, mnie zasad gramatycznych, i wystarczy pamiętać, że najpierw osoba, potem czasownik i reszta. Słowa nie przekraczają czasem 3 liter! Natomiast język niemiecki kojarzony jest z gramatyką i milionem zasad. Lecz to nieprawda! Pisałam już o tym, że niemiecki może być uczony w ten sam sposób jak angielski. Bardzo przystępnie, bez zbędnej gramatyki, metodami bezpośrednimi. Warto jednak zastanowić się jak wygląda nauka tych języków na wyższym poziomie, ponieważ wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Nagle okazuje się, że angielski nie jest taki prosty, jeśli chcemy posługiwać się naprawdę „dobrym” angielskim, a zupełnie inaczej wygląda sprawa z niemieckim, o ile przyłożyliśmy się do niemieckiego od samiuśkiego początku. Tak Grundkenntnisse in Deutsch to podstawa!

Po tym jakże obszernym wstępie chciałabym w dalszej części skupić się na dwóch sprawach, mianowicie, jaki wybór będzie najlepszy dla dziecka, a jaki dla osoby dorosłej. Wiek ma swoje prawa. Niestety.

Mózg dzieci to taka spora gąbka. Naprawdę spora! Wchłania ogromne pokłady wiedzy. Do 10 roku życia kształtują się struny głosowe i dziecko uczy się tyle, ile człowiek przez resztę życia. Uważam też, że powinniśmy wprowadzać języki obce dzieciom od drugiego roku życia. Nie ważne czy z zamiarem wyjazdu, czy pozostania w kraju czy dla zabawy. Dla osób, które są np. poza granicami Polski, lub borykają się jak pomóc w pielęgnowaniu dwujęzyczności swoich dzieci znalazłam świetny artykuł. Jest w nim mowa o tym, że rodzice, którzy władają językiem obcym dość dobrze (B2-C1) powinni mówić do swoich pociech w tym języku. Wymaga to dyscypliny, cierpliwości i sumienności, ale powiedźcie sami, czego nie zrobimy dla tych naszych szkrabów. Polecam po prostu kliknij i przelinkuj! Myślę, że na tym etapie nie warto zawracać sobie głowy, co jest dla naszych dzieci lepsze. Trzeba im to dać! Gwarantuję, nie ważne ile języków zaczynają się uczyć, nie będzie się im „mieszać”. Zawdzięczam mojej Babcia i Dziadkowi mój talent do języków. Babcia mówiła do mnie po niemiecku, oglądałam niemieckie bajki i zawierałam przyjaźnie z niemieckimi dziećmi. Dziadek natomiast opowiadał mi o Anglii i wypowiadał angielskie słowa z przepięknym akcentem, a Rodzice nigdy nie oszczędzali na mojej edukacji językowej. To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za edukację naszych dzieci, dlatego pozwolę sobie zaproponować, aby przygodę z językami obcymi zaczynały dzieci od niemieckiego ewentualnie równocześnie z drugim językiem np. angielskim.

Ważne jest abyśmy sami byli przykładem dla naszych dzieci, dlatego też powinniśmy włożyć wszelkich starań aby władać jednym z dwóch, a najlepiej dwoma językami płynnie. I teraz w ostatniej części tego wpisu chciałabym zaproponować jakieś rozwiązanie. Uczę już od wielu lat i chyba mam na to sposób. Nauka języków obcych to sprawa bardzo indywidualna. Moja teoria jest taka. Jeśli zaczynasz dopiero naukę (nie uczyłeś/aś się nigdy wcześniej ani niemieckiego ani angielskiego) zacznij od niemieckiego. Zasady i reguły gramatyczne są bardzo przystępne i nigdy nie ma sytuacji, że nauczyciel Ci powie” „bo tak jest”. Wszystko jesteś w stanie zrozumieć, wystarczy aby lektor dostosował tempo pracy do czasu, jaki potrzebuje uczeń na przyswojenie materiału. Np. student szybciej nauczy się języka niż 50-latek. Mam jeszcze jedno porównanie, które może Ci pomóc w podjęciu decyzji, którego języka chcesz nauczyć się najpierw. Nauka niemieckiego jest jak bieganie dla przyjemności – pierwsze 2 kilometry ociężale, właściwie masz ochotę wrócić do domu i więcej nie biegać lecz każdy kolejny kilometr staje się łatwiejszy. Potem już nie będziesz liczyć kilometrów. A wysiłek, który będziesz czuł/a sprawi, że będziesz bardzo z siebie dumny/a. Angielski natomiast to jak podnoszenie ciężarów. Na początku dźwigasz 5, 10 i 15 kg. I idzie całkiem całkiem, ale żeby zbudować i wyrzeźbić sylwetkę cały czas musisz dokładać ciężaru by rozrywać mięsień i budować nowe włókna białkowe. Tak samo jak uczysz się angielskiego ciągle będziesz dokładać słownictwa i zasad gramatycznych, które będą niczym w porównaniu do a cat drinks  & a dog runs. Zastanów się! Dla wytrwałych czyli uczących się dwóch języków jednocześnie proponuję lekturę „Język niemiecki kluczem do języka angielskiego. Język angielski kluczem do języka niemieckiego”  I szczerze polecam te ostatnie rozwiązanie bo nauka języków to sposób na życie! Wybierz to co sprawia Ci przyjemność i nie poddawaj się!

5 trików, które pomogą nauczyć się niemieckiego w rok

Follow my blog with Bloglovin

Wiele osób zastanawia się czy w ogóle kiedykolwiek nauczą się języka niemieckiego. Skąd bierze się u nich tak silne przekonanie, że ten język jest tak trudny. Tym wpisem pragnę rozbudzić w Uczniach zainteresowanie przedmiotem i udowodnić, że jest możliwe nauczenie się języka w rok w stopniu komunikatywnym nie wyjeżdżając z kraju.

To jak dieta cud. Mam dla Was magiczną piątkę, dzięki której nauka języka niemieckiego będzie nie tylko efektywna, ale i przyjemna. Naprawdę! Całkiem poważnie, uczenie się deutscha może być relaksujące. Najpierw w skrócie, takie żelazne zasady, których musisz przestrzegać razem z Lektorem:

  1. Mówimy tylko po niemiecku!
  2. Używam aplikacji i programów do nauki języka niemieckiego w domu!
  3. Lektor informuje mnie o progresie i założonych celach, jakie wspólnie osiągniemy na przestrzeni kolejnego miesiąca nauki.
  4. Składam obietnicę, że po pół roku będę rozumiał/a co mówi do mnie Lektor.
  5. Zaskakujemy siebie nawzajem na każdej lekcji.

A teraz trochę więcej na ten temat. Mówimy tylko po niemiecku zarówno Lektor jak i Ty mój drogi Uczniu. Oczywiście na początku to Lektor będzie nadawał jak katarynka, a dla Ciebie będzie to jak źle nastawione radio, ale z czasem nie będzie już szumów tylko usłyszysz muzykę. Wiem, że na początku może to być irytujące jak Lektor naparza tylko po niemiecku, a Tobie wydaje się, że jest to jeden zlepek słów. Wierzę jednak, że uczenie się języków jak dziecko uczy się języka ojczystego to najlepsza metoda. Najpierw słowa i kalambury, potem zdania składające się z dwóch wyrazów, potem zdanie proste, a w kolejnym etapie zdania współrzędnie złożone. Jak masz się nauczyć języka skoro go nie słyszysz? To jest bardzo ważne! Wielu mogłoby zachodzić w głowę czy nie warto wtedy zainwestować i mieć zajęcia z Native Speaker’em? Podpowiem, że czemu nie, ale raz w tygodniu Native w zupełności wystarczy. W pozostałe dni zdecydowanie Polak z bardzo dobrą znajomością języka, a co ważne aby miał język w gębie. Native to nie jest najlepsze rozwiązanie, ale o tym napiszę przy innej okazji.  I tak wracając dwie linijki w górę….zgadza się minimum dwa razy w tygodniu powinny odbywać się zajęcia. Najlepiej byłoby 3-4 ale wiadomo, że to spory koszt.

Druga żelazna zasada to imersja czyli zanurzenie się w języku. Niemiecki to nie tylko Akkusativ i Dativ czy czasownik haben albo sein. Niemiecki podobnie jak język angielski służy nam przede wszystkim do komunikacji. Gdy pytam zainteresowanych Kursantów moimi usługami, na czym im najbardziej zależy, odpowiadają, że na porozumiewaniu się w języku niemieckim, i że gramatyka nie jest dla nich ważna. Jak myślisz? Czy da się ugryźć niemiecki tak, aby nie zamęczyć ucznia rodzajnikami i deklinacją? A i owszem! Element gramatyczny powinien być tylko dodatkiem. Oczywiście w pierwszej kolejności należy przystępnie wyjaśnić Uczniowi o co chodzi, a następnie pozwolić im powalczyć w domu. W dzisiejszych czasach i w dobie internetu nie istnieje pojęcie „nie da się”. Wiele aplikacji, moja ulubiona Duolingo, to jakby nieodłączny element pracy domowej, którą muszą moi Kursanci robić minimum 10 minut dziennie. Jeśli zakładamy, że w rok będziemy mówić po niemiecku to oczywiste jest, że codziennie będziesz uczyć się niemieckiego. To jasne jak słonce i proste jak budowa cepa.

Kolejny aspekt to planowanie nauki. Lektor musi informować Ucznia o progresie, ponieważ wspólnie zakładacie cele, które chcecie osiągnąć na przestrzeni np. miesiąca nauki. Lektor powinien monitorować postępy i mieć dostosowany materiał do tempa pracy Ucznia i jego możliwości. To jak udział w maratonie. Masz do pokonania naprawdę długi dystans (nauczyć się niemieckiego w rok w stopniu komunikatywnym) dlatego warto rozplanować swój bieg i tempo pracy. Jeśli wystartujesz za szybko możesz nie dobiec do mety. Jeśli za wolno może to trwać całe wieki. Jeśli nieumiejętnie doznasz kontuzji i nie ukończysz biegu wcale. Uczeń to zawodnik a Lektor to trener.

Zaufanie jest bardzo ważne. Jako Lektor zawsze składam obietnice moim Uczniom, że po pół roku będę rozumieli, co do nich mówię. Podejmując się wyzwania tj. nauki niemieckiego przez rok składam przyrzeczenie, że będę do dyspozycji Ucznia i będę jego motywacją i mentorem. W zamian oczekuję natomiast pełnego zaangażowania i wykonywania moich poleceń. Nie ma czegoś takiego jak „nieprzygotowanie”. Jestem ja i przygotowałam się do zajęć dlatego oczekuję, że Uczeń zrobi to samo. Tak samo Ty Uczniu powinieneś oczekiwać od Lektora pełnego zaangażowania. Rok współpracy to bardzo długi czas i zmiana lektora co miesiąc nic nie da. Dlatego zanim zdecydujesz się na wspólną naukę poproś o próbną 20 minutową lekcję. Jeśli poczujesz chemię to pewnie zadziała ta współpraca. Najważniejsze, aby nie składać obietnic bez pokrycia, i po miesiącu nie zmieniać warunków współpracy.

I tu przechodzimy już do ostatniej zasady, która gwarantuje nam, że w przeciągu roku uda się osiągnąć wspólny cel. Zaskakujemy siebie nawzajem na każdej lekcji. To bardzo ważny punkt. Dotyczy zarówno Ucznia jak i Lektora. Lektor zaskakuje Ucznia kreatywnością, różnorodnością materiałów i wiedzą, a Uczeń zaangażowaniem, postępami w nauce i pozytywnym nastawieniem do wspólnych spotkań. Wspólnie spędzony czas powinien być efektywny i przyjemny, ponieważ czasu nikt nam nie zwróci. Inwestuj go, jak i pieniądze, dobrze!

To jak dasz radę? Kto podejmie się wyzwania? A może ktoś już nauczył się niemieckiego w krótszym czasie i chce podzielić się swoimi doświadczeniami? Czekam na Wasze komentarze.

za-rok-moc2

Czego Jasiu się nie nauczy Jan nie będzie umiał

Follow my blog with Bloglovin

Podam dziesięć powodów jak i dlaczego warto uczyć maluchy języka obcego (niemieckiego):

Dzieci, które rozpoczynają przygodę z językiem obcym do szóstego roku życia nie tylko biegle będą się nim posługiwały, ale równocześnie zwiększą swój potencjał intelektualny. W tym okresie powstaje najwięcej połączeń neuronowych, a im więcej jest połączeń neuronowych, tym bardziej chłonny staje się mózg i tym łatwiej przyjmuje nowa wiedzę. Wczesna nauka języka stymuluje część mózgu odpowiedzialną za rozwój pamięci wzrokowej i słuchowej oraz logicznego myślenia.

Badania naukowe dowodzą, iż u dzieci nauka języków uaktywnia prawą półkulę. Z wiekiem lewa półkula staje się coraz ważniejsza w tym procesie języka zaczynamy uczyć się tak jak matematyki. Prawa półkula uczy się języka poprzez melodię języka, dotyk, emocje i doświadczenia.

Wychowujesz tolerancyjnego obywatel całego świata. Światopogląd dziecka jest szerszy niż u dzieci jednojęzycznych, które często wierzą, że ich język i zwyczaje są jedynymi na świecie, bądź tymi, które są najważniejsze.

Małe dziecko przyswaja język obcy, dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego że się uczy, dla niego to zabawa i po odpowiednio długim czasie słuchania, rozumienia, poznawania melodyki języka i słów w nim wypowiedzianym, po prostu zaczyna się nim posługiwać najpierw przez pojedyncze słowa wreszcie tworząc pierwsze wyrażenia.

Dziecko poznaje piosenki i gry w obcym języku, a dzięki rymowankom i nowo poznanym słowom buduje świadomość swego ciała oraz otaczającego świata.

Dziecko ma czas na luźne poznawanie języka, gry i zabawy. Materiał zaproponowany małym dzieciom nie narzuca zbyt dużego tempa, przeładowania treści, nie jest sprawdzany jakimkolwiek egzaminem, więc eliminuje wszelką nerwowość czy stres.

Małe dziecko stosuje swoje własne strategie poznawania i uczenia się za pomocą, których nauczył się języka ojczystego, może używać ich do przyswojenia języka angielskiego, a z czasem każdego kolejnego języka obcego.

W przypadku nauczania małych dzieci najlepiej zastosować metodę imersji- zanurzenia w języku. Mówimy do dziecka w języku obcym, bawimy się posługując się nim, śpiewamy i gramy. Każda minuta zajęć powinna być przeznaczona na mówienie w języku obcym.

Dzieci wielojęzyczne są bardziej kreatywne i mają wyższe poczucie własnej wartości.

Na dłuższą metę wielojęzyczne maluchy w przyszłość mają lepsze wyniki uniwersyteckie i lepszą drogę do osiągnięcia sukcesów zawodowych.

To chyba tyle, albo aż tyle! Dlatego twierdzę, że nauczanie małych dzieci to największe i najtrudniejsze wyzwanie. Powodzenia!

Dlaczego zajęcia ze mną?

Dlaczego warto uczyć się języków właśnie ze mną ?
Gwarantuję, że nie stracisz pieniędzy ani czasu. Zapewniam miłą i bezstresową atmosferę. Mam indywidualne podejście do Ucznia, a dzięki doświadczeniu mogę zaoferować  ciekawe i różnorodne materiały. Uczę wszystkich bez względu na wiek, umiejętności czy cele.
Mówią o mnie lektor z powołania, bo kocham uczyć i jest to moja życiowa pasja. Doświadczenie i profesjonalizm wyróżnia mnie na rynku. Pobyt za granica w Ludwigsburgu i nauczanie na uniwersytecie PH Ludwigsburg odkryło we mnie niezliczone pokłady energii i pokazało masę ciekawych rozwiązań, jakie oferuję moim Uczniom. Nie testuje metod dydaktycznych na Uczniach, lecz stosuję je, aby osiągnąć cel, jakim jest porozumiewanie się w języku angielskim czy niemieckim jak i zdanie egzaminów gimnazjalnych, maturalnych czy państwowych. Mój język jest żywy, a zajęcia nigdy nie są nudne.

Koszt zajęć indywidualnych: 60 złotych / 60 minut.

cropped-13262178_1162123477171760_1890682162_o.jpgZapraszam na darmowe 30 minutowe zajęcia próbne i liczę na owocną współpracę.

Magiczna siódemka, czyli jak ugryźć ten niemiecki?

Follow my blog with Bloglovin

Zastanówmy się. Z niemieckim nie masz dobrych wspomnień? Brzmi dla Ciebie jak walenie młotem o głaz? A może w snach masz wizję nauczyciela przywiązanego do krzesła z taśmą na ustach? Jeśli własnie tak jest, myślę, że jestem w stanie Ci pomóc i zanim rozpoczniesz tą prawdziwą naukę, przekonać Ciebie, że nauka tego języka może zakończyć się sukcesem. Naprawdę ! Oto magiczna siódemka, dzięki której odnajdziesz przyjemność w uczeniu się języka niemieckiego,  a co najważniejsze w końcu się go nauczysz. Przecież wielu z nas ma za sobą 6-12 letnia naukę, a potrafi powiedzieć zaledwie kilka zdań. Więc lecimy!

  1. Nie wracaj do tego co okazało się porażką!

To pierwszy i najważniejszy punkt. Skoro nauka z nauczycielem w grupie okazała się porażką to po co szukasz kursów językowych w grupie 8-12 osobowej. Będąc uczniem szkoły podstawowej, gimnazjum, średniej czy na studiach materiał z podręczników nie przemawiał do Ciebie to pewnie teraz będzie tak samo. Nauka języka niemieckiego może być naprawdę przyjemna pod warunkiem, że nie będziesz notorycznie popełniać tych samym błędów.  Pamiętaj jednak, że popełniane nowych jest wskazane. Ponieważ ponosząc porażki jesteśmy bliżej tej dobrej drogi do celu.

2. Po co, na co i w ogóle?

Gdy decydujesz się na podjęcia nauki języka obcego musisz odpowiedzieć sobie na trzy ważne pytania. Czy chcesz uczyć się języka? Jaki jest cel nauki? Czy uczenie się tego języka sprawi, że będziesz szczęśliwszy/a? Jeśli na te pytania odpowiadasz przecząco to w sumie nie ma większego sensu zaczynać przygody z niemieckim. Po prostu. Nauka języków to pasja, to praca nad charakterem i wymaga od Ciebie pełnego zaangażowania. Tylko wtedy zrobisz krok na przód.

3. Germanizacja otoczenia

Prawdą jest, że najszybciej nauczysz się za granicą. Sama spędziłam każde wakacje od 9 roku życia w Niemczech i przebywałam tam od 8 do 10 tygodni co roku. Oglądałam tylko niemiecką telewizję, Babcia mówiła do mnie tylko po niemiecku i czytała tylko niemieckie książki. Bawiłam się z dziećmi nie tylko niemieckimi, i to właśnie one mnie przekonały, aby uczyć się, ponieważ niestety często traktowały mnie jak obcego. Wyzywały i utrudniały  mi wspólną zabawę z innymi dziećmi. Tak, dzieci potrafią być brutalne. Tak, więc poprosiłam Babcię, aby mówiła już tylko po niemiecku, a w Polsce Mama zafundowała mi lekcje u korepetytora z dwójką innych dzieci z okolicy. Niestety, aby opanować język należy się nim otaczać. Pracować sumiennie i dozować jak największą porcję języka każdego dnia.

4. Znajdź swojego mentora

Moim pierwszym nauczycielem była Babcia, drugim nauczycielka-sąsiadka-korepetytorka. Wydaje mi się, że nie trafiłam tak źle. Nie zaczynałam przygody z niemieckim w szkole. To była moja decyzja, że chce rozpocząć naukę niemieckiego. Ważne było również w dalszych latach mojej edukacji, aby lektor miał znakomity akcent. Moim pierwszym nauczycielem była prawdziwa Niemka, więc nie przeszła „podróba”. Jest to bardzo ważny punkt, ponieważ zadaniem nauczyciela jest prowadzić ucznia przez zakręty językowe. Uczeń to ślepiec i trzeba mu otworzyć oczy, pozwolić mu najpierw usłyszeć, następnie powiedzieć, a na końcu poczuć. Jeśli musisz zmieniać ciągle nauczyciela i nie czujesz się dobrze w jego towarzystwie i nie widzisz postępów to faktycznie może czas na zmianę. Pamiętaj zawsze o pierwszym punkcie.

5. Wyjdź ze strefy komfortu

Aż ciśnie się na usta fraza: Arbeit macht frei. No ale muszę tutaj powiedzieć jasno. Tylko ciężka praca, zarwane nocki, godziny spędzone przed telewizją niemiecką i youtubem oraz setki zdań, które budowałam dzień w dzień przyczyniły się do sukcesu. Nie ma nic za darmo. Samo się nie zrobi i nie wejdzie do głowy. Nauka niemieckiego to trochę jak dieta. Żmudna i długa, ale efekty są satysfakcjonujące i każdy je doceni.

6. Wyznaczaj sobie ramy czasowe i cele

Nie od razu Rzym zbudowano. Tak samo jest z niemieckim. Warto zaplanować swoją naukę i wyznaczyć jakiś cel, i w jakim czasie go osiągniemy. Niektórzy lubią zdawać certyfikaty, jeszcze inni dostać pracę za granicą, a jeszcze ktoś uzna za sukces, że dogada się z Niemcem na urlopie. Ważne jednak jest aby wyznaczyć jakieś ramy czasowe i cele krótko- jak i długoterminowe.

7. Bądź staranny i sumienny

Nic dodać nic ująć. Skoro mówimy o nauce języka niemieckiego  to nie może zabraknąć precyzji i rzetelności. Często wspominamy niemiecką markę i jakość firm Mercedes Benz czy Bosch.  Tak samo należy podejść do nauki języka niemieckiego. Jeśli zaczynasz coś robić, rób to najlepiej jak potrafisz. Nie nauczysz się języka jeśli nie poświęcisz temu czasu.

7z_sg01Pamiętaj o magicznej siódemce, a nauka niemieckiego nie będzie już problemem. Niniejsza siódemka to zasady, które sprawdziłam na sobie, ale nie tylko. Moja długoletnia współpraca z wieloma Uczniami pokazała, że jeśli chcesz to potrafisz. Jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości piszcie w komentarzach. Chętnie zdradzę kilka magicznych trików, jak pokonać przeciwności i czerpać przyjemność z nauki niemieckiego. Trzymam za Was kciuki. Powodzenia!

Lektor to też zawód!

Follow my blog with Bloglovin

Nie mogłam się powstrzymać! Musiałam zaprzestać pisania artykułu, który miał zostawić opublikowany przed tym artykułem. Właściwie ten wcale nie miał powstać, ponieważ wierzyłam z całego serca, że jednak ludzie szanują drugich i potrafią docenić ich wkład i wysiłek, jaki wkładamy w szkolenie innych i mimo, że traktujemy nasze zajęcie jako jedyną formę zarobkową, aby w 100% poświecić się dla naszych Kursantów to oni nam sztylet w plecy. Im bliżej wakacji tym częściej. Napiszę na ten temat tylko raz i więcej nie będę wracać do tej kwestii!

howstressedareyou

Naprawdę liczysz, że wyciągnę Ciebie z opresji w szkole, zaoferuję swoje pełne zaangażowanie i będę w 100%  profesjonalna jeśli TY w dzień, w który masz się ze mną spotkać albo w tygodniu kiedy masz mieć zajęcia odwołujesz, ponieważ z jakiś przyczyn nie możesz odbyć lekcji. Żarty sobie robisz? Oczekujesz, że za ten wybryk będę w 100% zaangażowana i uśmiechnięta skoro w miesiącu pozbawiasz mnie przyjemności, urlopu albo wyjścia z przyjaciółmi do kina? SERIO? Na jakimiś świecie żyjesz??

Zrozumcie wszyscy, którzy pobierają lekcje prywatne u lektorów, dla których jest to sposób na życia, którzy prowadza np. działalność gospodarczą i płaca podatki, zusy itp, albo nawet nauczyciele na etacie i brakuje im na życie, więc inwestują swój wolny czas i popołudnia by szkolić Was w domach lub u siebie. To samo dotyczy lektorów pracujących w szkołach językowych. Pracują na umowach śmieciowych, więc otrzymają wynagrodzenia za przeprowadzone godziny i jeśli TY odwołujesz spotkanie bo po prostu źle zorganizowałeś swój czas pozbawiasz ich pieniędzy do życia. Rozumiem chorobę ale miłoby było gdy wrócisz do zdrowia odbyć zaległą godzinę nawet w weekend. My naprawdę jesteśmy zdolni do poświecenia. Wielu młodych zaangażowanych ludzi inwestuje w samochód by być bardziej mobilnym i elastycznym dla Was, a Wy pozbawiacie ich pieniędzy i ten nie ma za co wlać do baku.  Powiesz: „Każdy jest kowalem swojego losu”! Żenada! Więc proszę nie dziw się jak pewnego dnia powie lektor grzecznie „Dziękuję” i też nie przyjdzie albo zażyczy sobie 100 złotych za godzinę, bo za co on ma żyć, rozwijać się, szkolić. Czy Wy zdajecie sobie w ogóle sprawę ile kosztują dobre szkolenia dla lektorów i nauczycieli?? Oświecę Ciebie od 300-1000 złotych.  Czy Ty wiesz ile kosztują ciekawe materiały albo gry, którymi próbujemy zachęcić Twoje dziecko lub Ciebie do aktywnej pracy? Oczekujecie nie wiadomo czego, a sami nie potraficie dotrzymać słowa. Oczywiście nie generalizuje, ale na 100 uczniów odwołuje  95. Okropny wynik! Dziękuję z całego serca TYM, którzy sumiennie pracują i każdą zaplanowaną godzinę odrabiają sumiennie. DZIĘKUJĘ! To tyle!! Muszę się przyszykować na zajęcia.